W umyśle wiedźmina

w_umysle_wiedzminaWczoraj przyszła do mnie znajoma. Stoi przed ważną decyzją życiową i poprosiła mnie o postawienie kart. W trakcie wróżby wywiązała się między nami ciekawa dyskusja dotycząca tego, co w zasadzie oznacza szersza świadomość. Problem, przed którym stanęła w jakiś niesamowity sposób dotykał pytania ile jest w nas robota a ile anioła? Codzienność większości z nas narzuca sporo automatyzmu. Gdy przyjrzeć się rytuałom dnia codziennego, można zauważyć, że w pewnym sensie stanowią coś na kształt klatki, która wyznacza granice naszej wolności. Wykonywanie podobnych czynności, pełnienie tych samych ról, czytanie określonej prasy, rozmowy w kręgu starych znajomych, życiowe plany, pragnienia, lęki i obawy wydają się powtarzać niczym mantra, magiczne zaklęcie, codziennie na nowo odtwarzające granice naszej tożsamości. Im bardziej zagłębialiśmy się w rozkład tym mocniej docierało do nas sedno przesłania, które niósł. Wyłaniająca się odpowiedź była niczym złośliwy chochlik mówiący: “hej, przyjaciele, w tej sytuacji wszystkie drogi i tak prowadzą w to samo miejsce, tylko tracicie czas na rozważanie którędy pójść”. Gdy tak patrzyłem w kolorowe obrazki kart Tarota, nagle przeniknęła mnie myśl, że cała ta sytuacja zdaje się być równie pokręcona jak medytacja nad koanami zen. W mojej głowie zaświtało pytanie, jaki przekaz zawierają cytowane czasem stwierdzenia, przypisywane, lub rzeczywiście wypowiedziane przez mistyków różnych tradycji, jak choćby dobrze znane w zachodniej kulturze: “aby wejść do królestwa niebieskiego trzeba być jak dziecko”. Co to w zasadzie może oznaczać?

Nagle zdałem sobie sprawę, wręcz fizycznie doświadczyłem tego, jak bardzo to, co określamy jako nasze “Ja” usztywnia doświadczanie życia. Ja jestem – i tu z reguły pojawia się cała litania mniejszych, lub większych iluzji. Jestem ojcem, matką, kochankiem, kochanką, pracownikiem, człowiekiem biznesu, draniem, porządnym człowiekiem. On, ona jest – i znowu, kolejna litania fantazji, życzeń, roszczeń, lęków, nadziei, prób kontroli i innych tym podobnych, wielobarwnych ram, ramek i rameczek. Jakąkolwiek drogą pójdziemy, klatka, którą kochamy wydaje się być jak magiczny rydwan, który zawsze prowadzi nas w to samo miejsce, do krainy, w której zlepiona z imaginacji tożsamość może odnaleźć samą siebie i powiedzieć: “jestem bezpieczna, jestem w domu, jestem sobą”.

Bądź jak dziecko, gdy jesteś wśród dzieci, bądź biznesmenem, gdy robisz interesy, bądź cudownym, nieokiełznanym kochankiem, gdy dotykasz ukochanej kobiety, bądź magiem, gdy wypowiadasz zaklęcie, bądź wiedźminem, gdy wróżysz. Jakże prosto to napisać i jak trudno wykonać. Gdy opuszczamy sanktuarium bycia sobą, dotykamy większej wolności, odkrywamy nowe kapliczki, świątynie i pałacyki, w których możemy doświadczać znacznie więcej, znacznie bardziej intensywnie. Udając się w tę podróż, po niekończącym się oceanie świadomości warto jednak pamiętać, że bezkresna przestrzeń wolności może wypełnić się w równej mierze ekstazą, mrokiem, światłem, szaleństwem i przejrzystością.

dodajdo.com
Komentarze

Brak komentarzy.

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)