Jedynie słuszna droga towarzysze…
Moje mocno emocjonalne reakcje na katastrofę pod Smoleńskiem oraz idące za nimi posty na blogu, w których odnoszę się do osoby tragicznie zmarłego Prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego i jego Małżonki, wprawiły w zdumienie niektórych moich znajomych. Na przestrzeni kilku ostatnich lat niezbyt dużo mówiłem o polityce, toteż moje poglądy w tej kwestii nie wzbudzały zainteresowania wśród znacznej grupy osób, z którymi utrzymuję kontakty. W ostatnim czasie z przerażeniem odkryli oni, że należę do zwolenników tragicznie zmarłego Prezydenta. Odkryciu temu towarzyszył jęk politowania i wielkie zdumienie a czasem nawet osłupienie. Wydarzenia te spowodowały iż w przestrzeni mojego osobistego życia przejawił się cud. Tak, cud – nie żartuję. Cuda jak widać się zdarzają. Otóż z człowieka inteligentnego, za którego wielu mnie uważało, nagle stałem się wybrakowanym półinteligentem, zwolennikiem awanturnictwa politycznego, nacjonalizmu, patriotycznej histerii oraz w co, niektórzy zaczęli wierzyć – skrytym miłośnikiem radia Maryja, telewizji Trwam i ojca Tadeusza Rydzyka. Dlaczego? Proste jak budowa cepa, człowiek inteligentny, rozumiejący wyzwania nowoczesnego społeczeństwa, patrzący w przyszłość, znający się na gospodarce, racjonalnie i rozsądnie myślący popiera Platformę Obywatelską z jej światłymi przywódcami w osobach Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. W najgorszym wypadku może okazywać sympatię światłej, nowoczesnej lewicy. Tak, to przecież jedyna słuszna droga. Mędrcy i misjonarze Narodu Polskiego skupieni wokół Gazety Wyborczej dawno już ustalili, co należy uznać za postawę godną człowieka mądrego. W poście „Psychodeliczne fobie”, który opublikowałem swego czasu na tym blogu (ojciec Rydzyk z pewnością by mnie za niego pochwalił w swoim radiu i zaprosił do telewizji Trwam) wspominałem o pewnym banerze wiszącym w latach osiemdziesiątych nad Zakopianką. Odnoszę wrażenie, że jego złowrogie przesłanie powraca. Tym razem jednak przyjęło postać Wielkich Autorytetów, których przesłanie dociera do nas niczym głos Pański. Niebiosa, z których rozbrzmiewa to Gazeta Wyborcza oraz telewizja TVN. Światła, przewodnia siła Narodu, skupiona wokół Wielkich Mędrców spod znaku Adama Michnika i Lecha Wałęsy, wskazuje nam wszystkim jedynie słuszny kierunek. Drogi odwrotu od socjalizmu nie ma, mawiał gen. Wojciech Jaruzelski. Parafrazując to jakże wymowne stwierdzenie ciśnie mi się na usta – drogi odwrotu od propagandy rodem z PRL-u nie ma. Tak przynajmniej chcieliby widzieć rzeczywistość co niektórzy miłośnicy jedynej, słusznej drogi, którą winien kroczyć odpowiedzialny, inteligentny, nowocześnie myślący CZŁONEK
naszego społeczeństwa.
Komentarze
W pewnym sensie tak, ale tak odczuwam potrzebę czasu. Nie mogę patrzeć jak ludzie uważani za inteligentnych w swoim otoczeniu obawiają się przyznać, że popierali prezydenta Kaczyńskiego. To się nazywa wolność, demokracja? Chyba demokracja w rozumieniu Michnika, Wałęsy i TVN. Uważam, że trzeba się sprzeciwić. Głośno, wyraźnie i czynnie. Mam dość kpiny z ludzi, śmiania się w twarz społeczeństwu i zajmowaniu się jedynie wymyślaniem skutecznych socjotechnik. Mam już swoje lata, ale takiego buntu nie czułem w sobie od czasów komuny. Spece od socjotechnik, Palikot, Tusk i im podobni, ludzie bez ideałów, nastawieni jedynie na realizację własnych interesów i polityczną skuteczność. NIE MOGĘ NA NICH PATRZEĆ JAK KIEDYŚ NIE MOGŁEM PATRZEĆ NA DZIENNIK TELEWIZYJNY.
Witaj Jacenty, długo nie pisałem na Twoim blogu. Wróciłem po długim czasie, przejrzałem wiele świetnych, wcześniej pisanych artykułów (m.in. „Wszechświat Miłości”) i jestem pod wrażeniem!
Niestety, do momentu „smoleńskiego”. Moja uwaga poniekąd jest taka jak Jagi70 – to nie tylko zaczyna robić się blog polityczny, ale i nazwa bloga zaczyna do tego nie pasować. Bo przecież miało być „Poza Matrix” i taka była jego idea, a teraz mamy poniekąd atak na matrix „POdstępowy” i „Michnik(g)ówniarski” z jednoczesnym wchodzeniem w matrix „kaczowsko-PiSiorowski”.
Piszesz: „Spece od socjotechnik, Palikot, Tusk i im podobni, ludzie bez ideałów, nastawieni jedynie na realizację własnych interesów i polityczną skuteczność.”
Jacenty, ja Ci w moim miasteczku mogę wskazać całe rzesze bezideowych PiSowców (tak samo PO-stępowców, leperzystów, pawlaczynów itp.), karierowiczów, nastawionych na robienie własnych interesów i tworzących kliki, nierzadko przy wsparciu miejscowego środowiska parafialno-kościelnego. Czego to ma niby dowodzić? Moim zdaniem tak naprawdę wiele zależy od jednostek – ludzie uczciwi i karierowicze bezideowi są w różnych partiach, a że ryba zawsze zaczyna psuć się od głowy to druga sprawa. I nikt nie ma na to monopolu…
Dlatego też, moim zdaniem, tego typu argumenty są już przestarzałe i nudne. Takimi określeniami klasa polityczna oskarża się wciąż na okrągło od lat. Wiem coś o tym, bo śledziłem niegdyś scenę polityczną, czytałem rozmaite broszury atakujących się obozów partyjnych – stale to samo – gdy jedna władza dochodziła i zaczęła robić czystki, to opozycja natychmiast wyskakiwała z oskarżeniami o partyjnym kolesiostwie, politycznych nominacjach. A gdy władza się zmieniała, to role się odwracały i znów było to samo. Matrix, matrix i jeszcze raz matrix…
Oczywiście, każdy ma prawo wyrażać swoje przekonania, a Ty jesteś wszak gospodarzem tego miejsca. W moim przekonaniu jednak szkoda angażować tak świetnego bloga w zagrywki polityczne, bo to – używając określenia Suljana – nic innego, jak zwalczanie jednej ‘Łżeczywistości’ inną ‘łżeczywistością’ albo po prostu leczenie dżumy cholerą. Jeszcze inaczej: odejście od idei założonego bloga.
Pozdrawiam
Rozlin
PS. Gwoli ścisłości: nie jestem POdstępakiem, ani sympatykiem którejś z obecnych opcji politycznych. Zamierzam nadchodzące wybory zbojkotować. Wciąż mam w pamięci starą pieśń Ubijacza Ziemi:
„Pracuję, kiedy wstaje słońce,
Odpoczywam, gdy słońce zachodzi,
Żeby pić, drążę własną studnię,
Żeby jeść, uprawiam moje pole,
I cóż mnie obchodzi potęga cesarza!”
Witaj Rozlinie
Co do charakteru bloga, to ja nie zakładałem nigdy, że to będzie miejsce kojrzone wyłącznie z tak zwaną duchowością. Owszem ta tematyka jest tu dominująca, ale nie chcę, aby miała monopol. Jeśli chodzi o różnych interesownych aparatczyków i załatwiających swoje interesy cwaniaków to zgadzam się z Tobą w stu procentach. Można ich znaleźć w każdej partii bez wyjątku. Katastrofa smoleńska wyzwoliła we mnie pokłady buntu wobec tego co opisałem w tekstach. Przyznaję, nie znoszę PO-kracji, mediokraji, TVN-kracji, GW-kracji, Wajdo-kracji… Nie znoszę śliskich cwaniaków spod znaku pana profesora, rektora, doktora, megalomano-ktora Gowina i jemu podobnych kreatur. Nie trawię michnikowszczyzny i całej związanej z nią ELYTY. Nie cierpię zatroskanych mów poprawnych politycznie pseudo intelektualistów spod znaku Żakowskiego i jemu podobnych. Nie cierpię ich wszystkich !!! W wielu poglądach bardzo różnię się od linii politycznej PiS-u. Zawsze jednak szanowałem i popierałem działania braci Kaczyńskich na rzecz skończenia z państwem oligarchicznym. Nie twierdzę, że wszystko robili bezbłędnie, ale przynajmniej próbowali. W wyborach poprę oczywiście Jarosława Kaczyńskiego. Nie dlatego, że to jakieś mniejsze zło. Żywię głębokie przekonanie, że to bardzo dobry kandydat, człowiek oddany Polsce. Nie jest dla mnie ważne, żeby Prezydent był lustrzanym odbiciem moich poglądów we wszystkich kwestiach. Jest jednak dla mnie bardzo ważne, aby był to człowiek, który będzie pełnił ten urząd godnie, reprezentując interesy kraju. Postawy reprezentowane przez PO po katastrofie smoleńskiej to dla mnie żenada. Postępowanie w kwestii śledztwa oceniam poniżej wszelkiej krytyki. Takie mam poglądy i wyrażam je jasno oraz zdecydowanie, bez lawirowania. Przyjdzie pewnie czas, że tematy nieco bardziej ezoteryczne znowu zagoszczą na moim blogu
Teraz jednak odczuwam wewnętrzną potrzebę politycznego zaangażowania i pisanie jest jedną z metod, których używam, aby wyrazić swoją postawę.
Pozdrawki
Witaj Jacenty,
celowo nie odpowiadałem na Twój komentarz, bo chciałem dać sobie czas na przemyślenie kilku spraw, po.
1/ Ja również lubię tych „jedynie słusznych” autorytetów czy „yntelygentów” biadolących jak to Andrzej Lepper zagraża polskiej demokracji etc. i przypinających łatkę ciemniaka każdemu, kto myśli inaczej. Jednakże… to jest właśnie to w naszej rzeczywistości odbywa się taniec matriksów i z prawdą jest troszkę tak jak mawiali starożytni gnostycy, którzy doprowadzali do wściekłości św. Ireneusza czy Tertuliana, mówiąc, iż prawda jest raz u Bazylidesa, raz u Walentyna, raz u Markiona, raz u Apellesa itd. Podkreślali brak stałości prawdy w odniesieniu do rzeczywistości, która jest płynna i zmienna. Nie inaczej jest z polityką, w polskim wydaniu tym bardziej. Mnie również wkurzają Michniki, Żakowskie i inne, ale… właśnie – prawda jest raz u Kaczyńskiego, raz u Michnika, raz u Gertycha, raz u Leppera, raz u Balcerowicza itd. Żeby móc przybliżyć się do poznania prawdy, to należy przestudiować rzesze relacji z Gazet Wyborczych, Gazet Polskich, Głosów Niedzielnych, Trybun, Wprost, NIE, Życia itd., a potem starać się ustalić w miarę dokładny stan faktyczny (albo mieć to wszystko gdzieś – jak ja). Dokładnie się tego zrobić nigdy nie da, bo rzeczywistość jest czasem uchwytna. Ja jednak nie bagatelizuję ani nie odrzucam żadnego głosu – bo rację w tej akurat kwestii może mieć właśnie ten, kogo nie poważam.
2/ Osąd Twoich znajomych jest rzeczywiście niesprawiedliwy, tym bardziej że PIS jest pod względem społeczno-gospodarczym taką samą partią jak wiele innych europejskich partii chadeckich. Często PIS kojarzy się po prostu z Kaczyńskimi, a ja osobiście odróżniam te dwa elementy, bo założyciele nie są wieczni i nie muszą grać zawsze pierwszych skrzypiec. Jak mi powiedział znajomy PIS-owiec (również tak jak Ty – prorynkowy) – w partii tej są bardzo różne frakcje, a obraz upraszcza się często do jednej. Nie bez znaczenia jest to, że to ów socjalistyczny PIS miał odwagę przeprowadzić kilka liberalnych reform – obniżka podatków dochodowych, likwidacja podatku od spadków dla najbliższej rodziny itp. PO to taka troszkę jak Unia Woloności, która także szczyciła się liberalizmem w gospodarce, a w rzeczywistości komplikowała prawo i zwiększała podatki (pośrednie), za aprobatą swego wodza Balcerowicza.
3/ Prezydent Lech Kaczyński. Zawsze ceniłem go wyżej od jego brata, Jarosława. Pamiętam go jako szefa NIK – bardzo pozytywnie oceniałem jego prezesurę. Nie był on bowiem typem politruka, który wyłącznie znajomków przyjmuje w przeciwieństwie do jego następcy – Janusza Wojciechowskiego. Kaczyński wprowadził zasady naboru, przyjmował np. absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej, a nie krewnych szefa partii. Również jako Minister Sprawiedliwości miał odwagę przeciwstawić się postępowym prądom dominującym w europejskiej nauce prawa karnego i forsował surową politykę karną oraz więziennictwa. Natomiast już jako kandydat na prezydenta troszkę opuścił loty, bo zaczął stosować propaganadowe (i skuteczne marketingowo) chwyty typu „Polska liberalna i Polska solidarna”, na które to hasełka prosty lud – dla którego liberalizm to obelga (choć sam nie wie dobrze, co to znaczy) – dał się łatwo nabrać. No ale mimo wszystko jako prezydent starał się trzymać fason i nie był typem uległego wobec Zachodu polityka, jak POstępowi demokraci.
4/ Jarosław Kaczyński. Niestety, dla mnie to postać diametralnie inna od zmarłego Lecha, budząca we mnie niepokój. Pamiętam, że jeszcze jako dziecko, gdy w latach 90. obserwowałem od czasu do czasu scenę polityczną, ta postać budziła we mnie lęk swoją opryskliwością, zmiennością nastrojów i radykalizmem. Pamiętam go jako krzykacza na antyprezydenckich manifestacjach (Wałęsa nazwał go wtedy popaprańcem) i pamiętam jak zmienił postawę na umiarkowaną przed wyborami parlamentarnymi w 1997 r. Wypowiadał się wtedy tak spokojnie i w sposób stonowany (dla „Wybiórczej” także), ale po wyborach znów przeszedł na pozycję atakującą i krzykliwą, taką samą jak na początku lat 90. I teraz przed wyborami i po wyborach w 2010 r. mieliśmy powtórkę z rozrywki – znów radykalna przemiana. No i sprawa krzyża na osłodę – tu już No Comments.
Wydaje mi się, że ten człowiek już taki jest i się nie zmieni. Ale z tej przyczyny wolałbym, żeby nie grał on pierwszych skrzypiec w polskiej polityce. Są w PIS-ie lepsi kandydaci od niego, choć nie można podważać jego wcześniejszych zasług. Z drugiej strony Lech Wałęsa (nie jestem jego szczególnym wielbicielem) chyba miał rację, mówiąc, że Kaczyńscy są dobrzy do niszczenia, a nie do budowania…
5/ Bronek Komorowski – postać skądinąd sympatyczna, choć nie pozbawiona ujemnych walorów, jeśli chodzi o powagę zajmowanego od niedawna stanowiska. Całkowicie podzielam tu zdanie J. Korwin-Mikkego, że tak naprawdę tu nie chodzi o kandydatów na prezydenta, ale o polityczne mafie, które za nimi stoją. PO, PIS, PSL, SLD – która gorsza? Nie wiem, chyba wszystkie stanowią odbicie duszy narodu polskiego, która jest do cna skorumpowana, a scena polityczna stanowi jej odbicie. I to jest powód, dla którego zdecydowałem się wybory od pewnego czasu bojkotować. Bez sensu walczyć ze skutkami, a przyczyny uleczyć nie sposób. Niewiele da się zrobić…
Uch… rozpisałem się trochę. Kończę zatem i pozdrawiam. Mam nadzieję, że wypoczywasz sobie trochę. Mnie wkrótce kończy się już urlop.
Rozlin
Witaj Rozlinie,
powiem ci, że z wielką przyjemnością przeczytałem twój komentarz. Bardzo głębokie, wnikliwe spojrzenie. Polityczny matrix w szczególny sposób posługuje się uproszczeniami. Proste przeciwstawienia typu liberalny kontra socjalny lud chwyta gładko. Myślenie niestety nie jest dzisiaj w cenie. Współczesna polityka to nic innego jak pop kulturowy słodki bełkot. Czy to Polska, Anglia, USA, czy inni działa ten sam mechanizm – zmanipulować ogłupiały, spragniony konsumpcji tłum idiotów.
Co do mojego stosunku do polskiej polityki, nigdy nie byłem PiS-owcem, ale dobrze oceniałem działania obydwu braci Kaczyńskich. Mam tu oczywiście na myśli ogólny rozrachunek. Nie oznacza to, że popierałem każdą decyzję, którą podjęli. Z perspektywy czasu można zarzucić im różnorakie błędy polityczne. Nie można zarzucić im jednak prywaty i dorobkiewiczostwa z wykorzystaniem stołków. Śp. Lech Kaczyński nie ulegał idiotycznym modom i manipulacjom zachodniego ani wschodniego establiszmentu. Co najważniejsze obaj bracia dobrze rozumieli i jak sądzę Jarosław nadal rozumie działania agentury wpływu. Większość tak zwanych młodych, wykształconych niestety niczego w tym zakresie nie pojmuje. Ich decyzje wyborcze podejmowane są przez pryzmat pozycji własnej dupy. Wielu moich znajomych nie mogło zrozumieć jak facet mający nieco cyniczny stosunek do Chrześcijaństwa, z przychylnością i sympatią odnoszący się do mniejszości seksualnych i psychodelików tak mocno trzyma stronę Jarosława. No właśnie… Nie jest dla mnie ważne, żeby Prezydent mojego kraju stanowił lustrzane odbicie moich poglądów. W wielu kwestiach mogę mieć poglądy diametralnie różne. Ważne jest dla mnie jednak, by ten człowiek miał swoje zdanie i starał się dbać o rację stanu a nie reprezentował postawę niewolniczo – poddańczą wobec zachodu i wschodu. Co do sprawy Krzyża dla mnie jako agnostyka nie ma to znaczenia religijnego. To symboliczna obrona pamięci po Prezydencie Lechu Kaczyńskim. Elycie przeszkadza każdy znak takie pamięci. Żakowskie i Michniki chciałyby tę pamięć usunąć ludziom z mózgów. Elyta wmawia tłumowi wiernych, że jest postępowa, prorynkowa i inne bzdety. Czy współczesny światowy kapitalizm ma jeszcze cokolwiek wspólnego z wolnym rynkiem? Stawiając takie pytanie już widzę pogardliwe spojrzenie mędrców pokroju Lewandowskiego – jednego z największych nieudaczników polskiej ekonomii, który bezustannie awansuje na coraz bardziej znaczące stanowiska w strukturach UE. Współczesny kapitalizm w mojej ocenie to system mafijny, oparty o walkę interesów między korporacjami a nade wszystko wspierający lobby bankowe. Tak zwani młodzi wykształceni wierzą jednak, że będąc po uszy utopieni w kredytach na samochody i plazmy stanowią trzon postępu. Niestety, to bezmyślne stado baranów patrzące wyłącznie końca własnej dupy stanowi doskonały materiał do manipulacji.
Co do urlopu właśnie dziś wieczorem wróciłem z Czech. Byłem tam kilka dni i oderwałem się od rodzimych problemów i politycznego bagienka. Myśli wyrażam chyba nieco chaotycznie, ale zmęczenie podróżą daje się we znaki.
Pozdrawki
No fakt, w takim razie napisałem komentarz we właściwym czasie.
Cieszę się, że mogłeś odpocząć.
Wydaje mi się, że tablica pamiątkowa to rozwiązanie lepsze od krzyża, tym bardziej że w słowach uwiecznia to co się zdarzyło. Mimo rezerwy wobec „Michnikówniarza” nie sądzę, żeby on i jego klika chcieli się bawić w swego rodzaju „Totschweigen”, choć pewnie będą się starali podkreślać błędy niż osiągnięcia Lecha Kaczyńskiego. Nieważne. Sprawa krzyża została wczoraj załatwiona i nie ma co się nad tym rozczulać, choć emocji, braku rozsądku i wstydu to było sporo.
Mnie szczerze mówiąc wcale nie dziwi, że ktoś przychylnie spogląda na mniejszości seksualne, a popiera PIS. Przypominam sobie wywiad z jednym z przywódców stowarzyszenia homoseksualistów polskich (nazwy ani nazwiska nie mogę sobie jednak przypomnieć), w którym nie ukrywał, że należy do niego bardzo dużo osób (w tym polityków) związanych z obozem centroprawiowym. To jakoś tak po prostu wyszło, że jeśli jakaś partia deklaruje się jako chrześcijańska, to musi zawsze przyjmować negatywne stanowisko, bo się biskupi obrażą. Poza tym nie wiem, ile prawdy jest w domniemanym homoseksualizmie Jarosława Kaczyńskiego. Może to tylko wymysł „Paliknota” a może nie… Dopóki sam zainteresowany się nie wypowie, można tylko gdybać.
Januszek Lewandowski… tiaaa… spartaczona reforma NFI i sporo afer prywatyzacyjnych. Zabawnie podsumował gościa niegdyś (jeszcze w 1997 r.) Jerzy Urban, pisząc w NIE, że facet dziś nie ma już głowy do dupy. Cokolwiek by to miało znaczyć, brzmi śmiesznie.
)))))) Pamiętam jak Anastazja P. pisała w „Erotycznych Immunitetach”, że gość fotografował się nago przed biurkiem. Cóż, może to wymysł Jerzego Skoczylasa, który napisał część tekstu do tej skandalicznej książeczki, a może coś w tym jest. Ludziom odbija w różnych sferach.
Co do zadłużonych młodzików, to pełna zgoda. Na domiar tego wyobraź sobie, że gdy mówię wszystkim, że niekoniecznie Audi A6 albo dom jednorodzinny musi być potrzebny, że często to jest sztuczne mnożenie kosztów (np. szukanie okazji na niepotrzebne wyjazdy i zwiększanie zakupów paliwa), popisówka zewnętrzna i dodaję na dokładkę dowcip o rabinie i kozie, to „japiszony” patrzą na mnie jak na idiotę i wściekają się często, że nie myślę, tak jak oni. Ludzie często nie umieją dyskutować o forsie bez emocji. Jak im mówiłem, że potrzeby kredytowe ograniczam do minimum, że biorę tylko drobne pożyczki i że wolę jeździć starym samochodem z podgnitym lekko podwoziem, ale sprawnie wożącym nie z miejsca na miejsce, że nie rozdmuchuję kosztów wyposażenia własnego domu i że nie przeszkadza mi stary płot, a kredytu na nowe auto brać nie widzę potrzeby, to sugerują, że zazdroszczę innym.
Niestety, wielka szkoda, że niewielu umie dostrzec, że cała ta konsumpcja opiera się na wirtualnym, kredytowanym pieniądzu, wiecznie rosnącym zadłużeniu. Największy prostak robi się błyszczącym nowobogackim tylko dzięki kilku rynkowo-bankowym sztuczkom. Nie mówię, że człowiek nie powinien zaspokajać potrzeb, ale problem leży w tym, że zaraz wynajduje sobie rzesze innym i wmawia sobie i wszystkim wkoło, że bez tego nie wyobraża sobie życia. I napędza kieszeń banków i marketów. Tak w kółko i tak w kółko. Ale z drugiej strony jak inaczej rozkręcać gospodarkę?
Tyle na dziś. Pozdrawiam
Rozlin
W zamierzchłej przeszłości, o której myślę ze zgrozą i pot mnie oblewa na samo wspomnienie sam reprezentowałem japiszolandię. Życie naprostowało mi jednak ścieżki. Od tamtej pory podziękowałem za współpracę wszelkim bankierom. Żyję dokładnie za tyle na ile ,mnie stać, za gotówkę. Czasem gotówki jest mniej czasem więcej a czasem całkiem OK
ale jedno jest w tym piękne – SPOKÓJ DUCHA. Gdy w 2008 roku nastąpił wielki bankowy krach z półek księgarni zaczął znikać „Kapitał” Karola Marksa. Na Karolu można wieszać psy, ale system bankierów i jego chore mechanizmy opisał dobitnie i jasno. Bardzo dobrze pokazał absurd produkcji wirtualnych pieniędzy. Postępowa elyta nie ma jednak niestety nic z wspomnianych przez ciebie Rozlinie gnostyków. U nich rzeczywistość jest czaro-biała. Karolek jednak w niektórych obszarach jak pokazała historia miał rację a w innych się znacząco mylił. Współcześnie i zdroworozsądkowo o tych mechanizmach, bez antykapitalistycznych fobii, pisze niejaki Robert Kyosaki, świetnie pokazując w jaki sposób bankierzy się bogacą.
Myślę, że mediokracja i sprzężony z nią korporacyjny kapitalizm to matrix wyjątkowo perfidny. W tym matrixie największy wróg przyjmuje postać dobrotliwego, ckliwego koleżki, który zaspokoi każdą naszą potrzebę za odpowiednią opłatą. Ponadto bezmyślność i poddaństwo oraz brak krytycznego myślenia są szczególnie premiowane. Opiniotwórcze elyty ze wschodu i zachodu wmawiają ludowi, że nic lepszego od kapitalizmu nie jest możliwe do stworzenia. Przeciwnicy kapitalizmu, np. Zieloni uprawiają jako sprzeciw wobec tego dictum wsteczniactwo, tęsknie spoglądają w kierunku marksimu – leninizmu. Zadaję sobie pytanie, czy ludzie naprawdę nie są w stanie wypracować lepszych rozwiązań mając tak dużą ilość danych historycznych na temat wad i zalet różnych systemów społeczno – gospodarczych? Pewnie są, ale takie próby nazywa się albo kolejną utopią, albo dziwactwem.
Trafne spostrzeżenie co do czarno-białego spostrzegania „elyt”.
Co do gotówki… hmmm… ja niestety nie mogę powiedzieć o sobie, że podziękowałem wszelkim bankierom, bo bez drobniutkiego kredytu w mojej obecnej sytuacji mieszkaniowej (czy raczej domowej) byłoby ciężko, więc wolę mniejsze zło. Ale zadłużać się na całe lata, tego już nie mam zamiaru robić. Spłacić co się ma i iść rozsądnie dalej.
Różnimy się zresztą tą sytuację, że Ty jesteś bardziej niezależnym konsultantem, a ja wciąż podlegam łasce pracodawcy, który i tak stara się uczciwie jak może wynagradzać. Ale koszty utrzymania biura są duże i wiadomo, gdzie topi się większość przychodów za przygotowane projekty i pozyskane dotacje. Pewnie się to kiedyś zmieni, sądzę, że nie przez przypadek tak się dzieje, że człowiek nie ma od razu wszystkiego.
Kapitał Marxa czytałem (t.1, bo pozostałe 2 opracował Engels na bazie notatek – tego już nie przestudiowałem). Kiyosakiego znam, choć czytam bardzo ostrożnie, bo też nie ze wszystkim się zgadzam. Nawiasem mówiąc, nie wiem czy oglądałeś bardzo ciekawy filmik pt. „Money as debt” (Pieniądze jako dug). Także ciekawe ujęcie problemu. Gorąco polecam i ubolewam, że tak trudno jest się z tego wydostać.
http://www.youtube.com/watch?v=Ue_lzEIVhnE&feature=fvw
Jacenty, skoro jesteśmy na blogu „Poza Matrixem” może warto dać linki do wszystkich części tych filmików. Myślę, że ten temat akurat świetnie wpisuje się w treść bloga.
Pozdrawiam. Rozlin
Rozlinie
dzięki za link do filmu. Nie widziałem go a jest naprawdę świetny. Jeśli chodzi o Kyosakiego i w ogóle przeróżne koncepcje, z którymi stykam się w książkach, czy to dotyczące duchowości, czy ekonomii, zawsze staram się zachować zdrowy sceptycyzm. Dużo można z tego czerpać, ale jak się przekonałem na własnej skórze, warto wnikliwie poddawać to analizie.
Praca w charakterze niezależnego konsultanta ma moim zdaniem bardzo dużo zalet. Przeszedłem jednak długą drogę zanim osiągnąłem tę pozycję. Sporo trzeba było się napocić. Biznesowe porażki i sukcesy dały mi praktyczne doświadczenie, którym mogę dzielić się z ludźmi. Myślę, że mając dobrego pracodawcę, masz też dobry punkt wyjściowy do ciągłego rozwoju. Z mojego doświadczenia wynika, że podstawa to ciągły rozwój kompetencji i poszerzanie perspektywy umysłowej.
Pozdrawki


To chyba stał się blog polityczny
))