Dlaczego wolę PiS?
Kontynuując wątek z poprzedniego postu postanowiłem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wolę PiS. Moje poglądy w bardzo wielu kwestiach społecznych można zaliczyć do mocno liberalnych a jednak zdecydowanie wolę PiS, mimo iż zachowuje on w tych sferach konserwatywne stanowisko. Powody mojej sympatii wynikają ze sposobu w jaki patrzę na Państwo. Uważam, że różnorodność, w której buduje się przestrzeń dla poszanowania odrębności to mądry i sensowny kierunek rozwoju współczesnych cywilizacji. Próba sprowadzenia wszystkich do wspólnego mianownika i zacieranie różnic kulturowych to koszmarna praktyka. Do innych, absurdalnych poczynań zaliczam zabiegi mające na celu wyśmiewanie tradycji, szydzenie z patriotyzmu i indoktrynację polegającą na lansowaniu postaw niewolniczo – poddańczych. Tak zwane autorytety, zwłaszcza te z Gazety Wyborczej oraz telewizji TVN usilnie wmawiają naszemu społeczeństwu, że przynależność do Wspólnoty Europejskiej w głównej mierze powinna polegać na przejmowaniu dobrych wzorców. Kraje starej Unii mają przecież dłuższe tradycje wolnorynkowe, bardziej rozwiniętą demokrację i ogólnie rzecz biorąc powinny stanowić wzór do naśladowania. Siedźmy cicho i cieszmy się, że nas przyjęli. Nie wychylajmy się bo utrą nam nosa. Budujmy pozytywne stosunki z naszym Wielkim Wschodnim Sąsiadem na jego warunkach i pod jego dyktando. Wymachiwanie szabelką zawsze przecież odbijało się nam czkawką. Tak zwane autorytety mędrkują na temat naszych straszliwych narodowych wad i nieumiejętności racjonalnego myślenia. Ubolewają nad zapóźnieniem naszego kraju, nad prowincjonalnym, śmiesznym, romantycznym patriotyzmem, wrzucając przy tym jakiś cytacik z tego czy innego filozofa. Nie mówię, że należy wszystko odrzucać i nie czerpać z dobrych wzorców. Trzeba jednak zachować szacunek do samego siebie. Rozsądek podpowiada, że należałoby raczej przemyśleć w jaki sposób można zaimplementować pewne wzorce do własnej kultury. Niestety tak zwane „patrzenie w przyszłość” przejawia się przede wszystkim jako udział w wyścigu szczurów, napychanie kieszeni i długie spacery po Wielkich Centrach Handlowych. Oświeceni Mędrcy przebąkując o nowoczesnym polityku, który godnie potrafi reprezentować kraj powtarzają niczym mantrę: musi znać języki obce, musi dobrze wyglądać. Niesamowite wymagania, prawda? Zapytałem swego czasu jednego z takich mędrców jakimi językami obcymi posługują się Gordon Brown, czy Nicolas Sarkozy? I co usłyszałem w odpowiedzi? No wiesz, ale to są prezydenci bardzo znaczących krajów. O zgrozo, nasi politycy muszą pilnie uczyć się angielskiego, żeby nie przynosić nam wstydu. Zastanawiam się, gdzie ja żyje? Nie neguję potrzeby znajomości języków obcych. Uważam nawet, że urzędnicy średniego szczebla, operacyjnie odpowiedzialni za kontakty międzynarodowe powinni je doskonale znać, ale czy musi znać je Prezydent? Dlaczego zatem wolę PiS? Otóż bez liberalizacji ustawy antyaborcyjnej to Państwo zapewne przetrwa, bez Prezydenta władającego biegle angielskim także. Obawiam się jednak, że opierając się o klasę polityczną dla, której liczą się wyłącznie słupki poparcia, stołki i kasa, Polska może zostać kompletnie zmarginalizowana. Zastanawiam się dlaczego Mędrcy z Gazety Wyborczej pałają tak wielką niechęcią do polityki historycznej PiS-u. Wylewają morze miałkiego pustosłowia, w którym straszą uwstecznieniem. Czy pamięć to coś złego Panie Michnik? Sensownie budować przyszłość można jedynie w oparciu a dobrą znajomość przeszłości i rzetelne analizy błędów. Bez przeszłości nie ma przyszłości. Tak, do was mówię panie i panowie z Panteonu Wielkich Autorytetów III RP.


Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz