Taniec Pingwina na kompie ;)

taniec_pingwina_na_kompieOstatnimi czasy, po kilku latach przerwy, powróciłem do eksperymentów z Linuksem. Na co dzień używam laptopa HP Pavilion dv 6700. Można uznać tę maszynkę za całkiem fajną. Hewlett Packard wyposażył ją w procesor Intel(R) Core(TM)2 Duo T 8300 – 2.40GHz, 4 GB pamięci RAM i kartę graficzną NVIDIA GeForce 8400M GS oraz kilka dodatkowych bajerów takich jak czytnik linii papilarnych, dotykowy panel do sterowania mediami i pilota. Wszystko to, plus kilka innych niezbędnych badziewi jak chociażby dysk twardy :) zostało zamknięte w estetycznej obudowie. Zastrzeżenia mam właściwie wyłącznie do jakości matrycy, której ustawienie tak, aby nie jarzyła po oczach i dawała jednocześnie odpowiednie nasycenie kolorów graniczy z cudem. To właśnie ze względu na matrycę nie kupił bym tego sprzętu, gdybym miał podejmować decyzję raz jeszcze. Całość hulała do niedawna wyłącznie pod kontrolą MS Windows Vista (wersja 32 bitowa).

Wbrew ogólnie panującej modzie wyrażającej się poglądem, iż Vista to totalny shit, uważam ten system za całkiem udany produkt Microsoftu. Jedyna wada jaką zauważyłem w desktopowym użytkowaniu to dość długi start Windows. Gdy jednak po długim mieleniu i rzężeniu system się podniesie, śmiga bez zarzutu, wykazując się stabilnością, szybkością i bardzo fajnym wyglądem.

W związku z wyrażonymi przeze mnie peanami na część MS Windows zastanawiające może wydawać się, dlaczego zdecydowałem się postawić jako alternatywny system – Linux. Otóż nie wynika to w żadnej mierze z niechęci do produktów Microsoftu. Moja przygoda z informatyką zaczęła się we wczesnych latach 90-tych ubiegłego wieku :) gdy panował MS DOS. Młodsi czytelnicy mojego bloga najprawdopodobniej nie mieli okazji używać kompa pod kontrolą tego cuda techniki ;) Używałem na przestrzeni wielu lat bardzo różnych systemów operacyjnych, tj. wspomnianego już MS DOS, MS Windows w wersjach 3.11, 95, NT, 98, Me, 2000, XP aż po Vistę. Ponadto eksperymentowałem z produktem firmy IBM – OS2/WARP 4 oraz z kilkoma dystrybucjami Linuksa – Mandriva (kiedyś Mandrake), Open Suse, Redhat (obecnie w wersji free występuje jako Fedora), Mepis, Ubuntu, Mint, EarOs, Vidalinux, Gentoo a ostatnio Debian. Pęd ku eksperymentom zaprowadził mnie swego czasu nawet do postawienia na desktopie systemu QNX ze środowiskiem graficznym Photon. Do kolekcji brakuje mi jeszcze doświadczeń z systemami z rodziny BSD.

Wszystkie te eksperymenty doprowadziły mnie do konkluzji, która dla kapłanów świata GNU/Linux zabrzmi pewnie jak jedna wielka niedorzeczność. Otóż z całą mocą i pełną świadomością swoich słów podkreślam, że jako najbardziej sensowny, niezawodny, prosty w użyciu systemem operacyjny ogólnego przeznaczenia do zastosowań desktopowych jawi mi się MS Windows. Chcę wyraźnie podkreślić, iż mówię o stacji roboczej a nie systemie na serwer. Jedyna wada jak dla mnie, którą dostrzegam w MS Windows polega na tym, że system ten nie daje zbyt wiele przestrzeni dla eksperymentów. On po prostu działa :) Ja natomiast lubię czasem wgłębiać się w meandry technologii – dla relaksu, rozrywki i rozwoju osobistego. Największe pole do popisu w tym zakresie daje w mojej opinii właśnie Linux – cudowne rozwiązanie dla wszystkich, którzy lubią konfigurować, dostrajać, optymalizować i nadawać systemowi indywidualny charakter. Za to właśnie najbardziej cenię Linuksa i z tegoż powodu ostatnimi czasy znowu postawiłem go na swoim desktopie.

Eksperymentując z kilkoma dystrybucjami doszedłem do wniosku, iż ostatnimi czasy zaczynają one podążać za pewnym koszmarnym trendem. Polega on na próbie imitacji MS Windows. Coraz więcej dystrybucji tworzy rozwiązania, które można zainstalować poprzez bezmyślne klikanie przycisku “dalej”. W efekcie otrzymujemy super ciężkie, bardzo słabo zoptymalizowane badziewie, które działa dużo gorzej niż to co próbuje imitować, czyli MS Windows. Vista, przynajmniej na moim sprzęcie śmiga znacznie szybciej niż Mandriva 2009, czy Open Suse 11.1 z KDE 4. Ponadto instalując większość tak zwanych biurkowych dystrybucji otrzymujemy całą masę oprogramowania, którego znaczna część działa niestabilnie, lub też stanowi produkty kompletnie niedorobione pod względem funkcjonalnym, jak np. koszmarny w użytkowaniu Open Office.

Powracając po latach do eksperymentów z Linuksem, przyjąłem więc zupełnie inne podejście niż to, które jako domyślne, propaguje większość dobrze znanych dystrybucji. Jego korzenie sięgają roku 2005, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z Gentoo. Przyznam szczerze, dystrybucja ta oczarowała mnie. Podejście developerów Gentoo nawiązuje bowiem do najlepszej tradycji Linuksa, której punkty przewodnie to lekkość i absolutna konfigurowalność. Złośliwi mówią, że trzeba być nieźle odjechanym, aby poświęcać dwa tygodnie na postawienie podstawowego systemu. Tyle zajęła mi instalacja i konfiguracja Gentoo, gdy po raz pierwszy się z nim zetknąłem. Pozwoliło mi to jednak naprawdę zrozumieć jak działa Linux i doświadczyć prawdziwej magii, którą daje ten system. Różne życiowe koleje losu i sprawy zawodowe sprawiły, że na kilka lat odłożyłem aktywne eksperymenty w tej materii. Rok 2009 przyniósł jednak nieco oddechu od bieżącej gonitwy, co sprawiło, że myśl o Linuksie znowu zaświtała w mojej głowie :)

Tym razem zdecydowałem się poeksperymentować z Debianem, mimo iż serce rwało się do Gentoo w związku z dobrymi skojarzeniami sprzed kilku lat. Dlaczego Debian? Słyszałem o tej dystrybucji sporo dobrego. Zwłaszcza o systemie zarządzania pakietami, dużej ilości dostępnego oprogramowania oraz szerokim wsparciu społeczności. Byłem ciekaw czy może być coś równie dobrego jak portage w Gentoo. Moje eksperymenty z Debianem trwają już kilka tygodni. Zdążyłem przeinstalować go kilkanaście razy, oraz zepsuć i naprawić nie jeden raz. Po serii doświadczeń przyjąłem pewne rozwiązanie finalne, które mam nadzieję na dobre zagości na moim laptopie. Jego charakterystyka to Debian dostrojony w myśl filozofii minimalizmu. Oznacza to konfigurację zawierającą wyłącznie potrzebny mi software, wyposażoną w ultra lekkie środowisko graficzne FluxBox. Nie zamierzam stawiać żadnych niedorobionych, graficznych narzędzi konfiguracyjnych. Konsola to najlepsze rozwiązanie w tym względzie. Ponadto chcę przetestować i wybrać po jednej aplikacji do każdego zadania. Zaśmiecanie dysku dziesiątkami programów, z których połowa nie działa, lub działa źle nie ma żadnego sensu.

Tak właśnie jawi mi się prawdziwa magia Linuxa. Lekki, doskonale zgrany ze sprzętem, na którym działa, w pełni konfigurowalny, śmigający z prędkością światła system operacyjny o estetycznie dopracowanym, zindywidualizowanym wyglądzie. Jedyna niedogodność z jaką będę musiał się uporać to instalacja w tym środowisku MS Office 2007. Wbrew ogólnym utyskiwaniom, osobiście cenię ten pakiet za jego funkcjonalność i estetykę. Mam nadzieję, że da się go postawić na Wine. W razie trudności można uruchomić wirtualnego Windows’a, ale traktuję takie rozwiązanie jako ostateczność. Czy czymś jeszcze można wspomóc taką konfigurację ze strony rozwiązań oferowanych przez Microsoft? Tak, czcionkami, gdyż te w Windows wyglądają naprawdę lepiej niż to z czym oryginalnie mamy do czynienia w Linuksie.

O postępach w eksperymentach z Debianem i kastomizacji tego systemu do mojego sprzętu będę co jakiś czas pisywał, co mam nadzieję przyda się także innym maniakom :) konfigurującym od podstaw Linuksa na laptopie :)

dodajdo.com
Komentarze

ultra fajnie jest poczytać tekst dojrzały, kiedy zewsząd zalewa człowieka bełkot fanbojów tego czy owego oraz ujadanie antyfanbojów :)

Ciebie oczarował Gentoo, a mnie Debian. Kiedyś był u mnie podstawowym systemem (tak go dopieściłem), nawet większość swoich rozdziałów do książki o Joomla! napisałem w Open Office właśnie na Debianie. Niestety, jechałem na linii eksperymentalnej i pewnego dnia postanowiłem zrobić downgrade do bardziej stabilnej wersji. Na kilka godzin zostawiłem kompa, aby “samo się robiło”, ale ktoś z domowników potrzebował skorzystać z neta (downgrade bez X-ów robiłem), wcisnął reset na obudowie i wszystko poszło się pieścić. Później już nie miałem czasu na takie ślęczenie nad systemem.

OO.org vs. MS O 2007? W pakiecie biurowym robię proste rzeczy i OpenOffice spokojnie mi wystarcza. No i przyzwyczajenie :) Jednak nie podważam Twojej pozytywnej opinii o pakiecie Microsoftu, bowiem moja narzeczona podczas półrocznego stażu zdążyła się od niego uzależnić :) Chwali sobie przejrzystość jego interfejsu. Ma rację: super zaprojektowany. Zapytam o coś: też miałeś za pierszym razem problem ze znalezieniem opcji “Drukuj”? :)

Podpisuję się również pod opinią na temat XP. To działa: piekielnie szybko i piekielnie stabilnie. Przynajmniej u mnie. Wywaliłem kilka usług za pomocą services.msc, dzięki czemu system dostał dodatkowego kopa tak na starcie, jak i podczas normalnej pracy.

Vista? U mnie staruje podobnie jak niezoptymalizowany XP: około 45-50 sekund do pulpitu (pod warunkiem wywalenia z autostartu tego okna powitalnego z opcjami, ustawieniami itd.). Ale nie chcę Visty, której sterowniki są uboższe dla mojej płyty głównej i karty dźwiękowej. Chyba przeczekam Vistę i poczekam na Windows 7, gdzieś po drodze wymieniając płytę na nowszą.

Windows 7 w ogóle nie widzi mojej zintegrowanej sieciówki, poza tym na moim sprzęcie dość wolno (oprócz leciwej płyty gł. jednordzeniowy Celeron 2,26 przykręcony do 1,7 – mniej ciepła, a i tak dobrze się buja).

Co jeszcze? Chętnie wypróbowałbym Gentoo, ale w obecnej sytuacji zawodowo – osobistej czasu na to nie znajdę, niestety.

Aha, co do Linuxów, to mam jakiegoś pecha do dystrybucji z RPM-ami: Mandrake 10.1 z Lilo rozwalała mi bootsector, OpenSuse dwukrotnie rozwaliła mi tablicę partycji, podczas instalacji Fedory 9 przegrzał mi się procesor (wakacje to były) i się wyłączyło na etapie konfiguracji pakietów ;)

Witaj Szumanie
Jeśli idzie o MS Office 2007 to, gdy to po raz pierwszy go zoczyłem, miałem problem ze znalezieniem praktycznie wszystkiego :) )) Początkowo mnie to irytowało, ale jak się już przestawiłem to zaprzyjaźniłem się z nowym interfejsem na dobre :) Moja niechęć do OO.org wynika chyba w znacznej mierze stąd, że pracowałem sporo na dość złożonych dokumentach, np. zawierających spisy treści, zagnieżdżone wypunktowania, przypisy, opcje recenzji, itp. MS Office rozwiązuje to, w moim subiektywnym odczuciu oczywiście, jakoś bardziej przyjaźnie. Sporo też pracowałem w Excelu i Power Point i chyba po prostu się do nich przyzwyczaiłem. Pozostaje jeszcze kwestia kompatybilności pomiędzy MS Office i OO.org. Ludzie, z którymi wymieniam dokumenty pracują w MS a kompatybilność tych pakietów przy bardziej zaawansowanych funkcjach nie jest zbyt dobra – ale za to nonsensem byłoby obarczać winą OO.org.

Debian podoba mi się coraz bardziej i wszystkie znaki na ziemi i niebie :) wskazują, że właśnie on stanie się dystrybucją wiodącą na moim kompie :) W zasadzie ma wszystkie zalety Gentoo a apt sprawdza się równie dobrze jak portage. Planuję maksymalnie dopieścić go na lapku i zrobić z niego system multimedialny łącznie z tuningiem jądra do RTLinux.

Jeśli idzie o Vistę to moje pozytywne doświadczenie wynika w dużej mierze z tego, że mój HPek był oryginalnie do niej zoptymalizowany. MS odgraża się, że Windows7 powali wszystkich, no ale jak będzie to zobaczymy :) )) Na pewno wyciągną wnioski z Visty.

I tak jeszcze z nieco innej beczki. Zauważyłem, że durny WordPress, na którym mam bloga zatrzymał Twój komentarz do moderacji. Takie zachowanie tego zgreda stanowi dla mnie tajemnicę. Jedyna moderacja jaką włączyłem to taka, że jeśli jest więcej niż 2 linki w komentarzu to ma zatrzymać do sprawdzenia (na wypadek spamu). Niestety czasem zdarza się, że z niewiadomych powodów komentarze zostają wstrzymane. Gdyby taka sytuacja się powtórzyła to znaczy, że ten soft pokazuje jakieś swoje dziwaczne chimery :)

Witam panowie.
Ja z racji wykonywanego zawodu stale instaluje i testuje różne OS’y. Pomijając półkę oprogramowania serwerowego trzeba przyznać że na rynku systemów osobistych M$ wiedzie prym.
Ja używam na swoim laptopie na zmianę Visty Bussiness i Debiana w wersji testowej. Vista dlatego że do nowych laptopów nie ma wsparcia dla XP więc na tym polu jak gdyby nie ma wyboru. Co do Office 2007 sprawa wygląda tak. Ludzie mają pewne przyzwyczajenia i to jest głównym powodem dla którego kupują windowsy. Nowy interfejs Office 2007 jest pewnie praktyczny i ale co by o nim nie mówić jest dla osób przyzwyczajonych do wcześniejszych wersji zupełnie nieintuicyjny. I tak spora część klientów ( głównie kobiet po 40 roku życia) na widok Office 2007 na starcie prosi o starszą wersję bo twierdzi że na tej nie da się pracować.
Sprawą jasną jest że to kwestia przyzwyczajenia ale pewnym osobą się nie przetłumaczy :-) . Co do OO. Mam na kompie zainstalowanego Office 2007 i OO v 3.1. Tworzę czasem na prawdę złożone dokumenty i robię to tylko i wyłącznie w OO. Jak już pisałem wszystko jest kwestą nawyków. OO jest równie funkcjonalny co MS Office a jak dla mnie w kilku miejscach nawet lepiej zorganizowany. Jasnym jest że pozostaje problem kompatybilności między tymi dwoma pakietami ale to działa w obie strony. Ponieważ wedle ustawy formatem obowiązującym w Polsce jest format openoffice’a a ja sporo działam w samorządach to oczywistym wyborem było przejście na OO. Przy okazji porównań chciałem jeszcze podpytać was o przeglądarki jakich używacie :-) bo na tym polu trwa też odwieczny pojedynek :-)
Pozdrawiam
i28

Witaj i28
niedawno zainstalowałem sobie OO w wersji 3.1 i przyznam, że moje złe nastawienie do tego produktu nieco zelżało :) Tak… przyzwyczajenia i nawyki usidlają nas. Od lat używam MS Office do pracy, praktycznie wszyscy partnerzy z którymi wymieniam dokumenty też go używają i to głównie sprawia, że jest dla mnie najwygodniejszy i poruszam się po nim intuicyjnie. Co do przeglądarki to używam FireFoxa. Przyjemna w użytkowaniu była dla mnie także Opera, ale brakowało mi pewnych rozszerzeń.

Największą wadą systemów operacyjnych Windows jest brak gry Super Tux:-)))) Tak trochę mało poważnie podeszłam do zagadnienia.

Linuksowy Pingwinek pomykający w MS Windows? :) )))))) Wujek Bill na pewno by się ucieszył :) ))))))

Dodaj komentarz

(wymagane)

(wymagane)