Uchwycić świadomość…
Ostatnimi czasy prowadzę sporo rozmów na temat świadomości. Istnieje wiele koncepcji, które starają się wyjaśnić czym “jest” świadomość. Na zagadnienie to można spojrzeć z wielu różnych perspektyw, które udostępniają nam nauki kognitywne, koncepcje religijne, czy filozoficzne. Możemy rozpatrywać świadomość w kontekście wewnętrznego doświadczenia swojej istoty, procesów mózgowych, czy też na płaszczyźnie społecznej i kulturowej.
To co naprawdę istotne w całej tej gmatwaninie perspektyw, dociekań, wierzeń i hipotez dotyka jednak bardzo praktycznej kwestii, związanej z naszym poczuciem tożsamości jako żyjących, czujących istot. Pytanie o świadomość i umysł prawie zawsze wiąże się z problemem śmierci i myślą o tym, że nadejdzie dzień, w którym przestaniemy istnieć. Czy śmierć oznacza całkowity koniec naszej świadomości? Czy gdy umrzemy, wraz z ostatnim tchnieniem zapadniemy się w stan całkowitej nieświadomości podobny do najgłębszego snu? Bez względu na wszelkie możliwe mentalne, teoretyczne spekulacje, które możemy czynić na temat umysłu, te właśnie kwestie zdają się być dla wielu z nas najważniejsze.
Większość religii mówi o takiej, czy innej formie życia pozagrobowego. Koncepcje takie jak nieśmiertelna dusza, czy reinkarnacja pozwalają stworzyć w umyśle wyobrażenia ciągłości życia. Ukazują one śmierć nie jako koniec, ale przejście z jednej formy istnienia w inną. Odkrycia naukowe, zwłaszcza dokonania nauk o mózgu zdają się jednak tę wiarę niweczyć. Umysł i fizyczny organizm przestają być dwoma odrębnymi bytami. Jawią się jako współistniejąca całość. Czy naukowe odkrycia raz na zawsze położyły kres nadziei na trwanie świadomości po śmierci mózgu? Czy umysł, tak jak postuluje kognitywistyka należy rozumieć wyłącznie w kategoriach procesów mózgowych? Czy istnienie umysłu i świadomości poza fizycznym organizmem to tylko wielkie złudzenie podtrzymywane lękiem przed śmiercią i nicością? Trudno w tym temacie udzielić jednoznacznych, ostatecznych odpowiedzi. Osobiście uważam, że nie ma sensu trzymać się wyobrażeń, które płyną z “prawd” religijnych. Wbrew pozorom naukowe odkrycia w obszarze fizjologii mózgu nie dają ostatecznej odpowiedzi w temacie ewentualnego życia po śmierci. Skłaniają jednak do tego, aby w nieco inny sposób spojrzeć na samą definicję, rozumienie i wyobrażenia dotyczące fenomenu świadomości.
Bardzo istotne zdaje się postawienie pytania co w istocie możemy nazwać umysłem. Spore osiągnięcia w obszarze badania tych zagadnień ma tradycja buddyjska. Praktyki medytacyjne stworzone w ramach szkół buddyjskich koncentrują się na badaniu procesów świadomości. Buddyjskie filozofie starają się dać odpowiedź na pytanie, czym “jest” umysł i świadomość. Przez długie lata praktykowałem buddyjskie medytacje. Pozwoliło mi to doświadczać umysłu na wiele sposobów i przyglądać się jego fenomenom w nieco szerszej perspektywie niż zwyczajna gonitwa myśli. Rozważając jednak bardziej wnikliwie spektrum, które oferuje Buddyzm, dostrzegłem, że w zasadzie koncentruje się ono na rozumieniu umysłu w kontekście zagadnienia percepcji. Gdy na taki pogląd nałożymy filtr, który oferuje neuronauka rodzi się intrygujące pytanie. Co stanowi podłoże umożliwiające percepcję? Dochodzimy tu do momentu, w którym mówiąc o świadomości w zasadzie należy odnieść się to tego zagadnienia nieco bardziej precyzyjnie. Wszystko czego doświadczamy w medytacji, zdaje się być doznawane przez nas jako żyjący organizm. Wszystkie doświadczenia medytacyjne, bez względu na to jak je postrzegamy, mogą być doświadczane na tyle, na ile pozwala organizm, w którym przejawiają się procesy mentalne. Wyciszenie, spokój, świetlistość i inne fenomeny zdają się mieć podłoże organiczne.
Po wielu latach buddyjskich praktyk doszedłem do wniosku, że oferowane przez Buddyzm wyjaśnienie natury świadomości to tylko drobniutki wycinek znacznie szerszego problemu. Kolejny fragment tej układanki dostarczyła mi kognitywistyka. Traktuje ona umysł jako proces, który powstaje na bazie działania mózgu. Umysł w tym kontekście nie jest materialny, ale działa w określony sposób dlatego, że proces, który stanowi, funkcjonuje dzięki możliwościom organizmu determinującego jego doświadczanie.
Myślę, że problem z całym spektrum poszerzonej świadomości, o którym mówią mistycy w istocie dotyka naszych organizmów. Wszystkie te doświadczenia przeżywamy w ciele. Nie twierdzę, że świadomość nie może istnieć poza ciałem. Uważam natomiast, że organiczna świadomość nie istnieje poza organizmem. W tym sensie to czego doświadczamy jako siebie zdaje się być wyłącznie procesem powstającym w związku z funkcjonowaniem mózgu. Można taki pogląd łatwo udowodnić. Do tego dowodu często odwołują się także Buddyści mówiąc o nietrwałości i barku wrodzonej esencji. Czymże “jest” świadomość? Czy gdy śpisz masz takie samo poczucie siebie jak w stanie czuwania? Czy w głębokim śnie doświadczasz w identyczny sposób jak w marzeniu sennym? Czy gdy wprowadzisz drastyczną dietę, bezsenność, środki psychodeliczne twoja świadomość przejawiać się będzie tak samo? Tak więc to co zwykle nazywamy świadomością (doświadczeniem tożsamości, poszerzonej czy nie), wydaje się być nierozłączne z funkcjonowaniem naszego organizmu.
To czy proces, którego doświadczamy jako umysł może przetrwać śmierć ciała to zupełnie inne pytanie. Być może tak właśnie się dzieje, być może informacja o tym procesie podlega backupowi, np. w polu morfogenetycznym, o ile takowe istnieje. Być może nasze utożsamienia stanowią jedynie hologram i w istocie to co traktujemy jako siebie, stanowi nie nas samych, ale jeden z aspektów nas samych?
Reasumując, to co mistycy z reguły określają jako umysł, ja wolę nazywać organicznym umysłem i nie jest to wyłącznie zabieg słowny. Rozróżnienie to ma duże znaczenie praktyczne w głębszym rozumieniu fenomenu świadomości.
Kolejne istotne zagadnienie, któremu warto się przyjrzeć to definicja “ego”. Mistycy mówiąc o doświadczeniu “wyższej rzeczywistości” często wskazują na rozpływanie się zwyczajnej tożsamości, którą można określić słowem “ego”. Czy zatem świadomość organiczną możemy traktować jako ego? Otóż nie, ego reprezentuje ten obszar umysłu, który odpowiada za nasze społeczne poczucie siebie. W tym kontekście świadomość organiczna to znacznie więcej niż ego, które stanowi jeden z wielu procesów tej świadomości.
Przyjrzyjmy się temu jeszcze z innej strony. Gdy mówimy o świadomości odnosimy się przynajmniej do dwóch procesów, które jak się zdaje, determinują naszą zdolność doświadczania wnętrza swojej własnej tożsamości. Procesy te nazywamy pamięcią i uwagą. Pamięć i uwaga zdają się być konieczne, abyśmy mogli odczuwać siebie. Świadomością organiczną nazywam zatem proces oparty o funkcje pamięci i uwagi, którymi steruje mózg. Wyłącz mózg a zniknie pamięć i uwaga, co zostało potwierdzone w olbrzymiej ilości eksperymentów neurofizjologicznych. Jeśli uważnie przyjrzymy się procesom pamięci i uwagi zobaczymy, że ich spektrum może być znacznie szersze niż to, które znamy z tzw. “normalnego stanu świadomości”, czyli uwarunkowanego sposobu sterowania uwagą i przywoływania wspomnień. Gdy zaczynamy medytować nasze pola percepcji mogą przyjmować odmienne od wcześniej uwarunkowanych wglądy. Medytacja zmienia stan skupienia uwagi a co za tym idzie percepcję rzeczywistości. Percepcję zmieniają także np. stan hipnozy, substancje psychodeliczne, hiperwentylacja, głodówka, czy skrajne wyczerpanie, brak snu i stany zagrożenia życia. Wszystkie one mogą prowadzić do tak zwanego doświadczenia szczytowego. Widzenie aury, kolorowych świateł a nawet całych trójwymiarowych światów można osiągnąć np. poprzez wpatrywanie się w lustro, czy deprywację sensoryczną a także w stanach bliskich śmierci. Wszystkiego tego doświadczamy jednak jako żyjący organizm. Czasem używa się pojęcia “doświadczenia transpersonalne”, gdyż przekraczają one to, czego potrafi doświadczać statystyczna większość ludzi znajdujących się w określonej równowadze organicznej (hormonalnej, neurochemicznej, itd.). Można zatem przyjąć hipotezę, że zdolności organizmu determinują postrzeganie rzeczywistości. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją nieorganiczne istoty, których postrzeganie może być zupełnie inne niż to, które my znamy z doświadczenia. Oznacza to jedynie, że nasze postrzeganie w ciele, choćby tak niesamowite jak po psychodelicznej dawce LSD, albo pod wpływem 20 letniego treningu medytacji odbywa się poprzez możliwości jakie daje nam organizm.
Kolejny intrygujący temat to możliwość kontaktu z istotami nieorganicznymi, jeśli takowe w ogóle istnieją. Jeżeli przyjmiemy hipotezę, że tak właśnie się dzieje, to i tak musimy zwrócić uwagę na pewien aspekt, który w mojej opinii umyka uwadze większości mistyków. Otóż sposób w jaki odbieramy takie sygnały również jak się zdaje, zdeterminowany będzie możliwościami, które daje nam organizm. Mówiąc jeszcze bardziej precyzyjnie, informacja taka to sygnały przetworzone przez organiczne zmysły. Przetwarzanie to dokonuje się w postaci procesu mentalnego, który może być interpretowany w naszej organicznej świadomości.
Cały mój wywód nie miał na celu ukazania, że duchowość niezależna od ciała organicznego nie istnieje. Uważam, że ona może istnieć, ale problem w moim przekonaniu polega na tym, że niewłaściwie to zagadnienie identyfikujemy, czyli poszukujemy czegoś co działa niezależnie od ciała fizycznego odnosząc się do procesów organizmu. W tym sensie należałoby nieco inaczej spojrzeć na to, o czym mówią mistycy. Po pierwsze nawet jeśli opisują oni “niefizyczne światy” to odnoszą się do nich poprzez filtr percepcyjny w postaci organicznej świadomości. Nie przekazują nam zatem informacji o tym co tam rzeczywiście istnieje a jedynie obraz, który przetworzył ich umysł. Sami doświadczając stanów transpersonalnych, także powinniśmy mieć na uwadze ten stan rzeczy. Po drugie wydaje się, że nie do utrzymania jest pogląd o duszy jaki przekazują nam tradycyjne systemy religijne i mistyczne. Potrzebujemy nowego języka, który pozwoliłby nam budować hipotezy na temat “głębszej rzeczywistości” jednocześnie uwzględniając odkrycia nauk kognitywnych. Ignorancja wobec osiągnięć kognitywistyki sprawia, że trudno nam tworzyć pełniejszy obraz świata, który ukazuje takie tradycyjne pojęcia jak “dusza” w zupełnie innym kontekście. Być może dusza istnieje, ale wydaje się być kompletnym absurdem upieranie się przy uznawaniu za sensowne wyobrażenia, które przekazują nam na jej temat religijne dogmaty i wyłaniające się z nich wierzenia.
Komentarze
Witaj Tomaszu
dziękuję za komentarz i witam cię na moim blogu
Pytasz co dają mi takie rozważania? Ja nie traktuję tego w żadnej mierze jako stratę czasu. Prowadzę tego bloga dla przyjemności
Zgłębianie tych kwestii pozwala mi lepiej zrozumieć naturę otaczającej nas rzeczywistości i siebie samego. Od wiele lat zagłębiam się w te obszary nie tylko teoretycznie, ale także praktycznie (np. poprzez medytację, czy inne techniki poszerzania percepcji). Najczęściej bywa tak, że ludzie kompletnie się takimi zagadnieniami nie zajmują, pędzą przez życie zanurzeni w codzienność. Gdy dzieje się coś co burzy ustalony porządek życiowy, jak np. ciężka choroba, albo śmierć bliskiej osoby wielu z nas w takich trudnych sytuacjach zaczyna zastanawiać się nad sensem tego wszystkiego. Przechodziłem w życiu gorsze i lepsze okresy, chwile piękne i trudne. Ciągle jednak towarzyszy mi pytanie o nasze możliwości rozwoju, o to jak dalece możemy wyjść poza utarte schematy, stać się bardziej wolni. Nie dały mi odpowiedzi na te pytania religie, nie odnalazłem ich w materializmie i redukcjonizmie. Gdy rozważam, zastanawiam się, wątpię, medytuję odkrywam zawsze nowe przestrzenie. Jeśli poczytałeś trochę mojego bloga to pewnie zauważyłeś, że najbliższy jest mi agnostyczny „tunel rzeczywistości”. Lubię zadawać pytania i poszukiwać odpowiedzi. Nie zadowalają mnie rozwiązania, które zdają się jedynie dotykać powierzchni tematu a „udają”, że niosą mądrość. Filozofia tylko z pozoru „jest nieżyciowa”
Jeśli głębiej się temu przyjrzysz dostrzeżesz, że koncepcje filozoficzne stanowią punkt wyjścia dla bardzo praktycznych obszarów, jak np. badania naukowe, które z kolei prowadzą np. do odkryć technologicznych, psychologicznych, medycznych, itd… Nie na próżno mówi się, że filozofia to królowa nauk.
Niektórym wystarcza latać, ja chce wiedzieć jak to się dzieje, że to możliwe
Odkrywanie tego fascynuje mnie. Wiedza wyzwala jak mawiał hinduski bóg Indra podróżujący na ognistym ptaku ![]()
Zapraszam do dalszej dyskusji ![]()
Pozdrawiam
Jacenty, dziękuję za osobistą refleksję. Jest mi bliskie Twoje podejście. Czuję też, że jak we wszystkim co robimy, warto zachować balans. Pytać, rozważać i rozmyślać z umiarem, żeby pomóc sobie w innych dziedzinach życia, a nie całkowicie z nich zrezygnować.
Piszesz o fajnych sprawach, tylko zastanawiam się, dlaczego tak długie teksty? Czy nie dałoby się tego samego wyrazić treściwiej (dużo krótszy opis)?
Życzę postępów w koncentracji i rozjaśnianiu myśli
Tomek
Tomaszu
ja też uważam, że to co piszesz o balansie to bardzo ważna sprawa. Myślę, że wato korzystać z pełni życia. Zasklepianie się tylko w jednym obszarze prowadzić może do poczucia niespełnienia. Ja dla równowagi czasem lubię pogrzebać np. w oprogramowaniu komputerowym, nie mówiąc już o bieganiu po lesie
i wyjściu na fajną imprezę
Co do długości tekstów, to rożnie z tym bywa, choć faktycznie tam, gdzie chcę dogłębnie przedstawić poglądy – rozrastają się. Ta notka powstała jako moja reakcja na bardzo wiele rozmów w tym temacie. Chciałem jak najbardziej precyzyjnie wyjaśnić wiele niuansów mojego rozumienia. W najbliższym czasie pojawi się coś znacznie lżejszego, potem pewnie znowu wyjdę z cięższym kalibrem
Życzę fascynującej przygody z filozofią, mam przekonanie, że jak łykniesz bakcyla to polubisz ten dziwaczny, ale i uroczy świat kluczenia w meandrach umysłu filozoficznego
Mam nadzieje, że będziesz zaglądał na mojego bloga i zapraszam oczywiście do dalszej dyskusji, wymiany myśli i doświadczeń.
Pozdrawiam
Dziś naszła mnie taka refleksja. Naukowcy z moich kręgów (psychologowie poznawczy, neuro i tacy tam) bardzo chcą zgłębić tajniki świadomości. Mam jednak wrażenie, że mają oni mniej lub bardziej ukryte założenie, że mózg generuje świadomość. A co, jeśli zależność wcale nie jest przyczynowo-skutkowa?
Takie rozważania o prawie 3 nad ranem. Idę z psem i spać
Mnie się wydaje, że mózg generuje to co określam „świadomością organiczną”. I tu zgadzam się z poglądem kognitywistów. Osobiście jednak reprezentuję pogląd, że świadomość organiczna to jedynie jeden z aspektów naszej ŚWIADOMOŚCI i że podejście kognitywne nie wyczerpuje tego problemu w pełni a jedynie opisuje pewien jego fragment. Właśnie… zależność przyczynowo – skutkowa. Dzięki za tą ideę w tym miejscu
Naukowcy w większości na wiarę przyjmują, że zależności przyczynowo – skutkowe oraz przypadek to jedyne „sposoby” działania rzeczywistości. Ja osobiście w to nie wierzę. Uważam, że zdecydowanie należy kontynuować badania nad hipotezą synchroniczności, którą zaproponowali Jung i Pauli. Holograficzna teoria wszechświata, jeśli okazałaby się prawdziwa, rzuciłaby kompletnie nowe światło na problem świadomości. Poza tym jest jeszcze jedna koncepcja, którą neuronaukowcy pomijają, wzruszając jedynie ramionami. Pisał o tym Roger Penrose. Prowadząc interdyscyplinarne rozważania z biologami molekularnymi zwrócił uwagę, że bardzo proste organizmy nie mające układu nerwowego, ani nawet jednego neuronu w swej biologicznej strukturze, potrafią się uczyć. Jak to się zatem dzieje? Być może organiczne podstawy świadomości leżą gdzieś poza siecią neuronową, np. w mikrotubulach (jak sugerują ci badacze) a sieci neuronowe pozwalają i owszem rozwinąć wyższe czynności uczenia się, ale nie można ich traktować jako podłoże w tym zakresie. Być może także istnieje coś w rodzaju pola morfogenetycznego zaproponowanego przez Shaldrake-a, także wyśmianego przez ortodoksów redukcjonizmu. Myślę, że potrzebujemy nauki, która uwzględnia wnętrze i nie redukuje go na siłę do biochemii. Wilber pokazał chyba dobry kierunek w tym zakresie. Mimo iż mam zastrzeżenia co do obszarów, które on zdaje się arbitralnie wskazywać jako mogące wejść w integrację (ale to temat na inny post
) ogólna mapa, którą zaproponował, moim zdaniem ma sens i wreszcie przełamuje zarówno religijny jak i materialistyczny dogmatyzm.
Ortodoksom brakuje działań prawopółkulowych, niestety. Na szczęście jest coraz więcej badaczy, którzy otwierają umysły na różne możliwości, daleko wybiegające poza redukcjonizm. Mam kilka tropów, jak czas pozwoli (co? czas to tylko stan umysłu
) to się wgryzę i podzielę.
A zresztą, fizycy kwantowi pokazują, że myślenie przyczynowo-skutkowe jest zbyt ograniczone by wyjaśniać złożoność funkcjonowania rzeczywistości…
Imponujesz mi ilością wiedzy, Jacenty, stary zgredzie
)))
Mam nadzieję Asiu, że znajdziesz nieco czasu i napiszesz o swoich tropach. Chętnie poczytam i zapoznam się z taką wiedzą. Obecnie panuje swoista moda na redukcjonizm. Znaczna część naukowców idzie za tą modą jak stado bawołów
Myślę, że w znacznej mierze wynika to ze sposobu kształcenia i uznania przez zachodnią naukę specjalizacji za swoistego boga. Specjalizacja ma wielkie znaczenie bo pozwala wgryźć się w niuanse. Niemniej jednak specjalizacja pozbawiona szerszej perspektywy i interdyscyplinarnego kontekstu niewiele wnosi w głębsze zrozumienie mechanizmów rzeczywistości, wręcz nawet zaciemniając obraz.
Dzięki za komplement
starego zgreda bardzo on ucieszył
Przeczytałam Twoj wywód i mnie powaliła Twoja wiedza.Zgadzam się z tymi wywodami i chcę dodać swoje przemyślenia.Osoboście spotkałam się z szerszym pojęciem swiadomości, czytając Wing maikers(w internecie).Autor tej nauki jest nieznany, ale tekst ciekawy.Mówi o istotach swiadomych bardziej niż my,ale mającychna celu nasz rozwój.Wiedza ta oparta jest o tajne badania USA tajnych komnat, które odkryto. Wiadomości, które tam znaleziono mówią, że cały proces rozwoju świadomości kosmicznej jest z góry założony przez źródło pierwotne.Religie miały pełnić rolę uczenia nas integracji wokół idei oraz rozwoju świadomości.A wszystko to ma prowadzić do podłączenia i transformacji DNA naszego i kosmicznego.To tyle treści.Ja chciałam tego dotknąć i zaczęłam czytać tam zamieszczone wiersze.Powiem ,że zmieniła się percepcja siebie i tego poza.Zachęcam także do przeczytania LISTU DO ZIEMI,NOWEJ ZIEMI. Na koniec chciałam podzielić się nauką mistrza z INDii, który na koniec nauk powiedział:po co cokolwiek robić ZYCIE TO KOSMICZNY ZART. Odtąd się już tak nie napinam.Ale pofilozofować lubię nadal.Świadomość leczy i odpręża.Gdy skupisz się na swoim ciele lub bolącym miejscu, to bol zanika.Myślę ,że można też posłać świadomośc wszędzie, ale po co, jeżeli mamy być w tu i teraz. Uff, skończyłam. Pozdrawiam.
„Życie to kosmiczny żart” – bardzo podoba mi się to przesłanie i to bez względu na to, czy życie faktycznie jest kosmicznym żartem, czy też nie
Przesłanie tego mistrza wskazuje na jeden bardzo znaczący fenomen – większość z nas podchodzi do zagadnień duchowości, samorozwoju ze śmiertelną powagą. Owocuje to niestety zasklepianiem się w takich czy innych wierzeniach. „Życie to kosmiczny żart” – doceńmy zatem luz
To zdanie pasuje jak ulał to mojego ulubionego autora – Roberta Antona Wilsona.
Co do nieśmiertelności, ostatnio przeczytałam w jakieś tam książce, rozważania w oparciu o teorie fizyki kwantowej, w której autor starał się problem nieśmiertelności bardzo logicznie wytłumaczyć w oparciu atomy, które wdychamy i wydychamy(na marginesie w tym wypadku mogłabym się z tymi teoriami zgodzić), określił nawet szacunkowo w miliardach ile atomów wdychamy, a ile wydychamy, a jako punktu zwrotnego użył ciała Beethovena, tłumacząc, że najprawdopodobniej po tylu latach i jego atomy wdychamy, przy czym równie dobrze można by do tego celu użyć zupełnie innego punktu zwrotnego innej mniej lub bardziej znanej osoby, lub kogoś z rodziny? Osobiście ostatnio coraz częściej zauważam, w którym miejscu ja mogłabym stać się nieśmiertelna. Pracuję w bardzo ziemskim zawodzie, przy okazji mam uczennice, które przyuczam do zawodu, ostatnimi czasu, przeszłam na wyższy stopień mojej pracy i moje uczennice widuje, jak przychodzę na powiedzmy kontrolę. Wiesz dziwię się ile je nauczyłam, ale także ile zachowań i one ode mnie dobrowolnie przyjęły, będąc dla nich czymś w rodzaju autorytetu, a nawet często mamą, bo jak się im z boku przyglądam, to jak bym widziała siebie. Nieśmiertelność w moim realnym i praktycznym świecie widziałabym w postaci przekazywania doświadczeń, wiedzy, która wspomaga ludzi, jest wykorzystywana do radzenia sobie ze zmaganiami życiowymi, to tak jak z przekazywaniem pewnych akcji i reakcji na wskutek wychowania w rodzinie.
Pewne wzory, bez względu na to czy są dobre czy złe, są systematycznie przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie wiem czy to ma coś wspólnego z reinkarnację. Jak i wspomniałam zdecydowanie osobiście skłaniałabym się do twierdzenia, że umysł jest z mózgiem, zmysłami i ciałem związany, ale interakcje ze środowiskiem społecznym, matką naturą odgrywają niebagatelną rolę?
Duchowość, wiąże się dla mnie także z doświadczeniami cielesnymi. Duchowość o ile nie jest mi jej za dużo, jest właściwie trudnym tematem, aczkowiek ważnym , bo właściwie każdym w róznym stopiu trudności się nią zajmuje, dlatego ja często i gęsto muszę się tego typu dyskusji wyłączyć, bo można by powiedzieć, męczy mnie, a na szczęście pojawiają się, jako koło ratunkowe zadania w realu, które mnie tak pochłaniają, że zapominam o duchowości, aczkolwiek jak widać nie mogę z niej zrezygnować.
Dlaczego uważam, że duchowość jest związane umysłem i z ciałem, a to z tego powodu, że przewidując czasami odpowiedzi na bardzo dokładne pytanie, odczuwam np. przy negatywnej odpowiedzi ból, a przy pozytywnej śmieję się i raduję? To jest tylko mały i niewiele znaczący przykład, takich mogłabym mnożyć, za tym oczywiście kryje się również interpretacja symboli związanych z ciałem, sytuacjami naturą. Ech strasznie się rozpisałam. Kończę i nie zamęczam cię, a artykuł jest rzeczywiście bardzo bogaty w wiedzę, ja jak zwykle najczęściej sprowadzam się do tego, co w praktyce funkcjonuje. Pozdrawiam serdecznie Dorota
Kultura, w której wyrosłem nasycona jest wiarą. Przez większą część życia w coś wierzyłem. Trzymałem się takich, czy innych koncepcji. W tym kontekście ateizm to także religia, podobnie jak Chrześcijaństwo, czy cokolwiek innego. Po wielu latach przeróżnych poszukiwań duchowych odkryłem, że w zasadzie wszystkie te szkoły i koncepcje i tak nie dają odpowiedzi na najbardziej palące (jak dla mnie) pytanie. Czy wraz ze śmiercią ostatecznie zanika wszelkie poczucie tożsamości? Najlepiej czuję się w nurcie agnostycznym. Nie staram się ani na siłę szukać potwierdzeń, ani zaprzeczeń. Po prostu NIE WIEM, choć przyzna, chciałbym WIEDZIEĆ
Hej
przeczytałam Twoje przemyslenia
rzuciłam okiem na wpisy
duzo wszystkiego, co wprowadza pewnien okreslony bieg w miejsce niepwenosci…..ale moze sie myle?
wiesz Ja, no i te centy Twoje tez;)
czasem jestem niepowazna, ale czytajac i piszac przyszlo mi pytanie, ktore moze byc kwintesencja mojego wpisu: co jest dla mnie wazne, a co najwazniejsze?
xD
Hej Kika
dużo te czy inne tradycje mówią o świadomości. Dla mnie to wszystko tylko niezweryfikowane przypuszczenia. Kim jestem? Wystarczy obserwować świadomość, żeby doświadczyć nietrwałości tożsamości…
No tak, zgadzam sie, ze nalezy obserwowac, badac ….
co masz na myśli mówiąc w tym wypadku o tożsamości?
poza tym, jak myslisz, co czuje ten, ktorego wybrales na awatara swojego?
czy utozsamiasz sie z nim i w jakim stopniu?
chyba juz gdzies o tym pisales, ale wybacz, zapomnialam,
o ile nie jest to klopotliwe dla Ciebie – powtórz badz uzupelnij wyjasnienie
Tożsamość to poczucie tego kim się jest. To poczucie ulega jednak zmianom w zależności od stanu aktywności mózgu. O moim avatarze pisałem pod zdjęciem, które go ukazuje na Facebooku
On to Ja a Ja to On. Utożsamiam się z nim w 100 procentach


Witam
Poruszasz na swoim blogu tematy dla mnie od pewnego czasu ciekawe, ale na które nie jest łatwo znaleźć odpowiedzi. Z drugiej strony, mam ambiwalentne odczucia gdy zagłębiam się coraz bardziej w problemy filozoficzno-religijne. Odczucie negatywne to np. przeznaczanie na takie rozmyślania cennego czasu swojego życia. W tym momencie przypominająmi się słowa (nie pamiętam kogo) opisu filozofa, które brzmiały mniej więcej tak:
Filozof jest to taki ptak, który zamiast latać, śpewać i cieszyć się życiem, zgłębia tajniki ornitologii.
Ciekawy jestem co takie rozważania dają Tobie konkretnie w życiu. Zechcesz podzielić się swoim punktem widzenia?
Pozdrowienia po intensywnym dniu aktywności życiowej (nie tylko umysłowej)