E-Prime
Tak się jakoś dziwacznie składa, że moje dwie ostatnie notki, jak i rozmowy z innymi blogerami, które prowadziłem na przestrzeni kilku poprzednich dni, dotykały dość mocno zagadnień języka i semantyki. Przyznam, że odczuwam nieodpartą potrzebę napisania jeszcze czegoś na ten temat, co stanowiłoby w jakimś sensie zwieńczenie, przynajmniej na tą chwilę, tego zagadnienia. Zapraszam zatem do krainy e-prime, koncepcji, która stała się dla mnie jednym z kluczowych odkryć na ścieżce poznawania umysłu.
Mimo iż ukończyłem studia socjologiczne na wydziale filozoficznym, nigdy w trakcie moich akademickich zajęć nie zetknąłem się z ideą języka e-prime (English Prime). Dziwne to trochę, bo koncepcja ta zdaje się opisywać w bardzo interesujący sposób wpływ języka na konstruowanie percepcji rzeczywistości. Na szczęście jednak, jakiś czas temu, wpadła mi w ręce książka Roberta Antona Wilsona – “Psychologia Kwantowa”. Ten niesamowity człowiek, prześmiewca, agnostyk, spec od absurdów i meandrów teorii spiskowych w jednym z rozdziałów wyjaśnia fenomenalną ideę, której “ojcem założycielem” był pracujący w Stanach Zjednoczonych naukowiec polskiego pochodzenia, hrabia Alfred Korzybski. Idea ta wyłoniła się z prac, które Korzybski prowadził nad nie-arystotelesowskim systemem semantyki ogólnej. Zaproponował on w 1933 roku, aby pozbyć się z języka relacji tożsamości definiowanej za pomocą wszelakich form czasownika “być”. Twierdził on, że używanie czasownika “być” prowadzi do wielu nieporozumień i błędów wynikających z braku zrozumienia dla naszego postrzegania świata. Dla przykładu zdanie “Maciej jest idiotą” zawiera w opinii badacza błąd logiczny, ponieważ implikuje, że Maciej posiada swego rodzaju wewnętrzną “esencję” idiotyzmu, co nie jest prawdą biorąc pod uwagę, że powiedzielibyśmy tak zwykle, gdy uważamy, że ów przykładowy Maciej zrobił jakieś głupstwo. Remedium Korzybskiego polegało więc na tym, aby unikać tworzenia sztywnej identyfikacji określonego zjawiska. Autor wykazywał ogromne zrozumienie, które wynika z ograniczenia strukturalnego powstającego gdy pojawia się czasownik “być”, co potwierdził swoimi słynnymi słowami “mapa nie jest terytorium”. Uczniowie Korzybskiego w ciągu kolejnych lat rozwijali tę ideę. Kluczową postacią dla poszerzenia tego paradygmatu był D. David Boulard, Jr. – twórca koncepcji języka E-prime. Koncepcja po raz pierwszy pojawiła się w roku 1965 w eseju pt. “A Linguistic Note: Writing in E-Prime”. E-prime zostało przedstawione jako modyfikacja składni angielskiej, pozbawiona wszystkich form czasownika “być”. Zdaniem Boularda podejście takie tworzy podłoże do operowania na poziomie języka operacyjno-egzystencjonalnego, który umożliwi nam lepsze radzenie sobie z wyzwaniami, jakie stawia przed nami zarówno nowoczesna nauka, jak i świat jako taki.
Przeniknięcie do mojego tunelu rzeczywistości idei e-prime zaowocowało tym, że na dobre zagościła ona w mojej świadomości. Zauważyłem , że większość prac naukowych, które robiły na mnie naprawdę dobre wrażenie stosowała zasady języka e-prime. Nie wiem, czy autorzy posługiwali się tą składnią rozmyślnie, czy robili to całkowicie nieświadomie. W każdym razie obrazy rzeczywistości, które ukazywali robiły wrażenie znacznie ciekawszych, pełniejszych i bardziej fascynujących niż te, które budowane były przez autorów używających czasownika “być” i wszelkich jego odmian. Czasownik “być” jawi mi się od tej pory jako złośliwy, stary zgred, który wszystko dawno już poukładał według dobrze znanych, jedynie słusznych zasad. Można postawić pytanie, czy podejście do opisu rzeczywistości wykorzystujące ideę e-prime nie zawiera w sobie zbyt wiele pretensjonalności, sztucznego unikania zdań z czasownikiem “być”? Warto zauważyć, że teoria Korzybskiego, w przeciwieństwie do postulatów Boularda dopuszcza używanie czasownika “być” w przypadku określania położenia danego miejsca względem innych.
Na koniec powiem tak. Spróbujcie opisując jakieś zjawisko, problem filozoficzny, teorię, coś w co wierzycie, lub co uznajecie za absurdalne, ukazać stosując ścieżkę, którą nakreślił hrabia Korzybski. Być może odkryjecie coś naprawdę niesamowitego. Być może poczujecie sens zacytowanej przeze mnie poniżej anegdoty z życia Alfreda Korzybskiego, którą znalazłem w Wikipedii.
“W czasie pewnego wykładu dla studentów Korzybski wyjął zawinięte w biały papier pudełko ciastek. Wyjaśnił, że musi coś zjeść, po czym zaproponował studentom pierwszego rzędu, by także się poczęstowali. Wszyscy jedli ze smakiem, gdy Korzybski szybkim ruchem zerwał biały papier z pudełka, ujawniając oryginalne opakowanie – duże zdjęcie głowy psa z napisem „Ciastka dla psów”. Studenci zareagowali z przerażeniem, dwoje nawet wybiegło wymiotować do toalety. Korzybski skomentował to następująco: „Drodzy Państwo, właśnie zademonstrowałem, że ludzie nie tylko jedzą pokarmy, ale także słowa, i że smak tych pierwszych często zdominowany jest smakiem drugich”. Ten żart posłużył zilustrowaniu powstawania problemów międzyludzkich, których początek bierze się z niezrozumienia, czy też łączenia w jedno, różnych, czasem przeciwstawnych sformułowań językowych, ostatecznie zawodzących w próbie opisywania rzeczywistości.”


Fantastycznie, że przybliżyłeś tę teorię, brakuje mi tylko trochę więcej ilustrujących przykładów (zboczenie wykładowcy, wiem, że nic nie przemawia tak do studentów, jak dobry przykład, choćby teoria sama w sobie była nie wiem jak fascynująca).
Świat jest zmienny, wszystko się zmienia, a my lubimy się przywiązywać do pozorów stałości. Ze szwankiem dla naszego postrzegania rzeczywistości i relacji z innymi. Ta teoria jest piękną tego ilustracją.