Duchowe przedszkole ;)
Z myślą napisania tego tekstu nosiłem się od kilku tygodni. Zagadnieniami tak zwanego duchowego rozwoju param się od dobrych 25 lat. Już jako nastolatka pochłaniało mnie to bez reszty. W jednym ze swoich poprzednich postów wspominałem o tym, że przez lata doświadczeń przechodziłem poprzez wiele faz fascynacji i zwątpienia. Studiowałem i praktykowałem na różnych duchowych ścieżkach. Chrześcijaństwo, Buddyzm, Kabała, Sufizm, techniki ezoteryczne i magiczne, fascynacja naukowym materializmem i redukcjonizmem, doprowadziły mnie do swoistego punktu omega, czasu wielkiego podsumowania, rozrachunku z tym czego doświadczyłem. Wnioski, które z tego płyną trudno nazwać optymistycznymi.
W ostatnich miesiącach poszukując natchnienia przekopałem Internet i półki księgarskie. Przeglądając dziesiątki książek dotyczących duchowości czułem, że ogarnia mnie coraz głębsze zniechęcenie. Wszystkie te dzieła na różne sposoby powtarzają te same komunały. W większości publikacji możemy poczytać o miłości, jedności wszechświata, boskiej opatrzności, groźnych diabelskich wpływach, boskiej miłości i geniuszu wielkich mistyków. W zależności od religijnej opcji serwują nam Jezusa, Buddę, Mahometa, moce natury, racjonalizm naukowy, lub kosmitów. Wybór tak wielki, że można doznać zawrotu głowy
No cóż, przez dobre czterdzieści tysięcy lat rozwoju naszego gatunku tkwimy w duchowym przedszkolu. W tej swoistej piaskownicy budujemy zamki z piasku. Modły, mantry, inwokacje, ewokacje i czytanie pisma – oto nasze osiągnięcia w tej materii. Kręcąc się wokół kilku prymitywnych narzędzi rozprawiamy o wielkich duchowych tradycjach ludzkości.
Kilka lat temu zetknąłem się z integralną koncepcją Kena Wilbera. Początkowe studia nad tą ideą sprawiły, że poczułem powiew świeżości. Po głębszych przemyśleniach, mimo mojego dużego uznania dla tej perspektywy, zrozumiałem, że mówienie o integracji wydaje się kompletnie absurdalne. Co mamy integrować? Czy owa integracja ma obejmować kilka prostych sposobów rozumienia duchowości i nauki? Ubogość osiągnięć ludzkości w tym obszarze oceniam jako zastraszającą.
Mimo iż tekst nie wieje optymizmem, chciałbym na zakończenie ukazać coś pozytywnego. Świadomość stagnacji i regresu może nas albo dobijać, albo motywować do działania. Osobiście nie lubię tunelu rzeczywistości określanego mianem “wylewania żali”. Bierzmy się zatem do roboty, aby nadrobić stracone wieki. Może uda nam się przynajmniej zacząć tworzyć alternatywę dla duchowego przedszkola?
Komentarze
Jestes bardzo krytyczny wobec tego, co osiagnela ludzkosc. Wg mnie osiagnela juz bardzo wiele.
Poza tym nie zagladasz ostatnio na mojego bloga
Witaj Integralny ![]()
Faktycznie ostatnio tak pochłonęły mnie bieżące sprawy i pewien projekt, nad którym pracuję, że przestałem zaglądać gdziekolwiek. Zamierzam jednak złapać równowagę pomiędzy różnymi obszarami życia, co jak myślę zaowocuje moim aktywnym powrotem do blogosfery
Jeśli chodzi o mój krytycyzm, to raczej chyba rodzaj swoistej przekory. Nieco przerysowałem, ale czasem dobrze coś ukazać jako karykaturę, aby bardziej dostrzegać aspekty, nad którymi z reguły przechodzi się do porządku dziennego.
Pozdrawki
Witaj Rene ![]()
Myślę, że potrzebujemy w duchowości jakby nowego paradygmatu. Osobiście uważam, że za dobry kierunek można uznać przemieszczanie się od wiary do wiedzy. Nie chodzi tu absolutnie o to, żeby pozbawić duchowość pierwiastka tajemnicy. Chodzi o to, żeby do tej tajemnicy podchodzić z otwartością a nie służalczością. Filozof Fryderyk Nietzsche ukazuje to dobitnie określając mentalność Chrześcijanina jako mentalność niewolnika. Myślę, że to spostrzeżenie w jakimś stopniu pasuje do wszystkich światowych religii, może za wyjątkiem religii Jedi
Pozdrawki
Pokusiłem się o komentarz na swoje stronie odnośnie pańskiego wyznania. Cóż mogę powiedzieć? Niestety nie jest to piaskownica rozwoju duchowego ponieważ nie potrafimy się obsługiwać zabawkami jakie się w niej znajdują. Co co tak krzyczą ze znaleźli odpowiedzi na pytania dotyczące miłości są jak pszczoły które widzą tylko to co znajduje się w ulu i terenie na którym można znaleźć nektar do produkcji tegoż miodu. Dalej ich wzrok nie sięga chyba że polecą w nieznane ale być może będzie tak że do tego ula nie powrócą.
Witaj Mirosławie,
o zabawkach, które znajdują się w piaskownicy wiemy faktycznie ciągle bardzo mało. Choćby na te wymienione przeze mnie można spojrzeć z kilku różnych punktów widzenia. Próba odniesienia się do nich chociażby z teologicznej czy neuropsychologicznej perspektywy przyniesie kompletnie odmienne nastawienie. Osobiście kieruję się pragmatyzmem. Uważam, że metoda naukowa, mimo jej niedoskonałości w większym stopniu przybliża nas do wiedzy niż metafizyczne spekulacje, czemu daję wyraz w większości artykułów, które piszę na tym blogu.
Zaglądnąłem na Twojego bloga. Fajnie go prowadzisz a Twoje przemyślenia niosą ciekawy przekaz. Odnośnie zabawek – znalazłeś jeszcze jakieś interesujące w piaskownicy, którą obaj jak mi się zdaje staramy się penetrować?
Pozdrawki
Zupa jest taka, jakie są przyprawy, ale wszystko zaczyna się od samego początku a jest nim zamysł. Gdyby nie było myśli przewodniej w dowolnej chwili można by zmienić zupę na kapuśniak, ale jak wiemy nie będzie miał on smaku produktu już zaczętego, dlatego kucharz jest tutaj samym mistrzem, który opracował wcześniej koncepcję potrawy. New Age jest produktem przestarzałym, zjełczałym i lekko śmierdzącym, ponieważ jak przecież wiedzą osoby zajmujące się tymi zagadnieniami wszystko jest zmiennością i pewne koncepcje straciły już swoją przydatność wraz z rozwojem ludzkości i zrozumieniem niezrozumiałego, który nigdy nie będzie zrozumiały. Można by powiedzieć, że w tej chwili wysyłam myśl zarozumiałości pewien powiew ułomności ludzkiej natury, lecz nie jest tak z pewnością. Otóż chodzi mi o to, że ktoś coś gdzieś przeczytał i oświeciło go. Niczym spadające jabłko na głowę podsuwa mu koncept jako nowość, którą przekazuje dalej i tu zaczyna się problem, ponieważ zamiast poddać coś takiego analizie przekazywany jest daje w nieskończoność. Tak rodzi się religia, mistyka i magia. Po pewnym czasie nikt już nie wie czy to było dobre czy dobre jest tak jak jabłko, które mogło być przecież gruszką
Wcześniejszy komentarz miał się odnosić do innego postu, ale nie szkodzi, ponieważ jestem tylko człowiekiem (na szczęście) i mogłem się pomylić. Co do mojego blogaska to staram się wprowadzić trochę humoru i przedstawić wszystko prawie że na opak bo przecież wszystko może być inaczej. Któż to wie. Inne zabawki mówisz – i metody naukowe. Tak sobie myślę, że gdyby to nasi kochani naukowcy podeszli do całej tej sprawy trochę inaczej można by znaleźć jakaś drogę porozumienia a tym samym terminologię poznawczą. Tylko ci pierwsi i ostatni nie powinni niczego odrzucać a starać się rozłożyć wszystko na części tak jak młody człowiek jest zainteresowany, z czego te zabawki są zrobione. Lecz jest tutaj jeden kłopot – a mianowicie sama natura człowieka. Pewne rzeczy chciałby aby były tajemnicze niemniej jednak jako rasowa przecież „Świnia” przekaz jest mój odwrotny od zamierzonego. Przedstawiając coś inaczej (na opak) można się nad tym zastanowić. Przekazując coś, co jest dawno już uznane za słuszne nie myślimy nad tym czy tak jest czy też nie. Tutaj jest właśnie haczyk na ryby, ale nie na „świnię” Jak wiemy tak zostały złapane pierwsze ryby po to, aby oficjalnie ich znamię pozostało przez wieki ich domeną skazując na rozwój ludzkości w sieci wzajemnego niezrozumienia, ponieważ płynąc w ławicy nie zadajemy sobie pytania czy tak jest słusznie i dobrze. Wiemy, że tak należy. Alarm podnosimy wówczas, gdy zobaczymy inną rybę, która nie pasuje do przyjętego schematu a ona przecież nie musi być od razu mięsożercą.
Taaak… niestety naukowcy boją się tajemnicy jak ognia a przecież życia z tajemnicy odrzeć nie sposób. Poznajemy, ale sensownym wydaje się podejście akceptujące ograniczenia naszych poznawczych możliwości, zdeterminowane chociażby strukturą układu nerwowego i związanymi z tym możliwościami percepcyjnymi. Z drugiej strony wielu ezoteryków traktuje tajemnicę jak swoiste bóstwo, odmawiając naukowemu podejściu racji bytu. Pogrążają się w metafizycznym bełkotaniu, bezkrytycznie czcząc bożka obsesyjnego antyintelektualizmu. Potrzebujemy jak mi się wydaje głębokiej nauki, z jednej strony poszukującej rzetelnych procedur badawczych, z drugiej zaś otwartej na nieznane. Popełniłem zresztą na tym blogu na ten temat notkę „Filozofia głębokiej nauki”.
A ja spytam krótko, gdybyś miał namalować alternatywę dla duchowego przedszkola jak ona by wyglądała
?
Witaj Dorota na moim blogu ![]()
Ha!!! Dobre pytanie
Kompletnie nie mam talentu do malowania, w podstawówce, żeby nie powtarzać klasy z plastyki musiałem wspierać się talentem plastycznym kuzynki
Ale… widzę to tak – ogromna, piękna, świetlista przestrzeń z takimi jakby tunelami (otworami) prowadzącymi w przeróżne dziwaczne miejsca, do kolejnych przestrzeni. Pewnie znalazłoby się tam i miejsce dla naszej ludzkiej piaskownicy ![]()
Pozdrawki
Och to mamy cos wspólnego, ja, co nieco wykorzystywałam moja przyjaciółkę
, za to zawsze musiałam jej donosić, jakie oceny dostawałam, zazwyczaj to ona dostawała oczywiście bardzo dobre (jest utalentowana, szkoda tylko, że realia życiowe nie pozwoliły jej tego talentu wykorzystać
), a co do tej zabawy, to spróbuj, ot tak dla siebie to namalować w realu nie tyko w myślach, tu nie chodzi o talent, ale o te drogi, które widzisz i w którym kierunku chcemy iść, z pewnością znajdziesz tam sporo tajemnic dla siebie samego. Pozdrawiam
Wiesz, pomysł bardzo mi się spodobał
Chyba faktycznie zmobilizuję się, żeby go uskutecznić. Pobudziłaś moją ciekawość, co też mogłoby się ukazać moim oczom po takim eksperymencie ![]()
Pozdrawki
Nie pytaj cóż ci sie może ukazać tylko próbuj
. Zobaczsz , co ci z tego wyjdzie podczas malowania i po namalowaniu. Namaluj wszystko co ci do głowy wpadnie, nie tylko te wznisłe idee,ale i te zwykłe ziemskie, ważny element już nazwałeś piaskownica…., hm….czego ona mogła by być smybolem…? A teraz juz milczę…baw sie dobrze
Przepraszam że się wtrącę ale czy w tym duchowym przedszkolu jest jakiś wychowawca który trzyma nad tym pieczę bo wiecie przedszkolaki mogą się pogubić. Tak na poważnie to Pani Dorota ma fajny pomysł. Również spróbuje namalować moje myśli ale wiecie facetowi po 50-ce to tylko jedno w głowie siedzi a jak moja „stara” to zobaczy to dopiero będzie.
Dorota
masz rację, to po prostu trzeba zrobić
Mirosławie
piszesz „ale wiecie facetowi po 50-ce to tylko jedno w głowie siedzi a jak moja “stara” to zobaczy to dopiero będzie.”
A jakby tak ją także namówić do namalowania co jej po głowie chodzi?
i pomknąć za tymi chochlikami czającymi się w zakamarkach umysłu. Mogłoby by być naprawdę gorąco
Panie Jacku z uszanowaniem. Gdybym moją „starą” namówił na takie doświadczenie to by mi zaraz wywaliła zmywarkę, nowe łóżko, o którym ciągle gada a może nawet innego faceta. Czy nie jest lepiej czasami żyć w błogiej nieświadomości? Tak prywatnie to mnie na to nie stać, bo to co dostaję co miesiąc ledwo starcza do końca miesiąca. Kredytu nie wezmę. O nie. Spróbowałem w niedzielę coś namalować, ale nic nie wyszło, bo z malowania jestem noga, dlatego postanowiłem, że przy następnej niedzieli pościągam sobie z internetu niektóre obrazki, które są wzorem moich myśli. Może coś z tego wyjdzie.
Mirosławie
a może w nowe łóżko warto jednak zainwestować?
Kto wie jaką magię mogłoby ze sobą przynieść
Mirosławie w tym przedszkolu nie ma wychowawców, wszyscy jesteśmy już bardzo dawno dorośli, więc zasada jest taka wychowujemy się sami
. Życie ma sporo różnych niespodzianek, tych złych i tych dobrych, a więc uczmy się z nich korzystać, ale to tak tylko gwoli wyjaśnienia.
Zdecydowanie ciekawsze jest natomiast twoje zdanie „Spróbowałem w niedzielę coś namalować, ale nic nie wyszło”, odpowiedź jest w zasadzie z mojego punktu widzenia bardzo dobra – jak myślisz, dlaczego
?
A ja mogę już chyba odetchnąć z ulgą
Przeniosłem dziś bloga na nowy hosting. Nieco obawiałem się tej operacji, bo z reguły lubią wyskoczyć jakieś złośliwe chochliki. Ku mojemu zdziwieniu, ale i radości
wszystko działa
Być może zdarzy się Nam niekiedy odczuć, że strona wolniej się wczytuje. Siedzi teraz na serwerach w Media Temple, w USA. WordPress niestety ma sporo fajnych, ale czasem niezbyt dobrze zoptymalizowanych wtyczek, co wpływa na szybkość ładowania się bloga. Postaram się to jakoś w miarę możliwości zoptymalizować. No ależ ezoteryczny komentarz napisałem
Pozdrawki dla wszystkich
Panie Jacku z pełnym szacunkiem nowe łóżko być może zmusi mnie może do użycia nowych technik a wie pan…pewne możliwości w tym wieku to pobożne życzenie. Chyba że moja „stara” …e tam nie sądzę.
Pani Doroto jak nie ma wychowawców a my sami się wychowujemy to „kurza stopa” nie jest fajnie. Nic nie wyszło z tego malowania pani Doroto, bo być może za dużo myślałem. Nie wiem tak przypuszczam. Aaa może …..sam już nie wiem. Proszę o koło ratunkowe lub telefon do przyjaciela.
Nowe łóżko, nowa aranżacja sypialni no i…
nowe a może stare ale głęboko skrywane pragnienia i fantazje przez bogobojnych nazywane ohydnymi perwersjami niechaj się ujawnią z całą swą mocą i namiętnością ![]()
Jedno jest pewne, łózko musi być solidne i inne meble, jeśli mają służyć niecnym czynom również
Mirosławie , jak mówiłam zasada jest taka, że się sami wychowujemy
? Więc proszę ewentualnie, jeżli masz ochotę dokończyć to zdanie „ Aaa może …..sam już nie wiem” zdanie było dobrze rozpoczęte.
Moja ewentualna interpretacja nastąpi dopiero po twojej, mówiłam nie ma tak łatwo:-) Skorzystaj tylko z jednej małej podpowiedzi: wymyśl cokowiek, najlepiej, co ci, jako pierwsze wpadło do głowy, a może pamiętasz tą myśl z wymienionego zdania.
Dorota
jakie doświadczenia masz na myśli?
Doświadczenia związane z namalowaniem alternatywy dla przedszkola, czy doświadczenia z solidnymi meblami?
Taaak
Solidne meble mogą stanowić bardzo dobrą motywację, żeby zarobić co nieco
Realizm, który wspomaga budowę klimatu i otoczenia w naszym domu i jego swoistej części – SYPIALNI
Jeśli chodzi o eksperyment z rysowaniem to póki co odbywał się w wyobraźni. Lubię podążać za takim wyłaniającym się z głębin świadomości procesem. Niemniej jednak jak znajdę nieco spokojnego, wolnego czasu, to pobawię się w malowanie. To coś czego nigdy nie robiłem. Może okazać się więc, że ułatwi mi poszerzenie mojego obecnego tunelu rzeczywistości
Sami wychowujemy się – P Doroto. Tak mi przyszło do mojego łba. Ale – jak zwykle jest to ale. Moja „stara” oglądała reklamę kosmetyku i zapragnęła go kupić bezsens krem na zmarszczki dla kobiety która te zmarszczki będzie miała ale wbiła sobie do głowy że musi kupić ten krem – więc kto w tym momencie manipulował jej pod jej czaszką zważywszy że takie zmarszczki mogą zostać osunięte przez operację plastyczną. Dlatego nie można mówić o tym że się sami wychowujemy – choroba pogubiłem się. To może pani Doroto proszę i ratunek ![]()
Ma P. rację Panie Jacku. Dobre meble są ważne. Mnie pierwsze łóżko rozpadło się po roku ale było to na samym początku małżeństwa.
Mirosławie
To dopiero złośliwość losu. Wynika z tego, że nowożeńcy muszą mieć najwięcej pieniędzy, żeby kupić porządny mebel. Po latach małżeństwa łoże może już być bardziej liche a więc i tańsze. A tu jak wiadomo na początku tak zwanej nowej drogi życiowej z reguły dopiero człowiek chwyta jakąś pierwszą pracę. Co za los Mirosławie, co za los…
Co do wychowania, to nie możemy przeoczyć Wielkiego Brata, któremu na imię POP KULTURA
To on mówi do nas poprzez swoje magiczne narzędzia zwane marketingiem i reklamą
„Moja “stara” oglądała reklamę kosmetyku i zapragnęła go kupić bezsens krem na zmarszczki dla kobiety która te zmarszczki będzie miała ale wbiła sobie do głowy że musi kupić ten krem – więc kto w tym momencie manipulował jej pod jej czaszką zważywszy że takie zmarszczki mogą zostać osunięte przez operację plastyczną. Dlatego nie można mówić o tym że się sami wychowujemy – choroba pogubiłem się. „
Oj ….Mirosławie psujesz mi tym fragmentem zaplanowany dalszy przebieg sytuacji…
A jednak losy ludzkie nie są do końca przewidywalne i chyba …..dobrze, bo by było strasznie nudo
Odpowiem krótko: albo się wzajemnie manipulują, albo wzajemnie reagują na prawo popytu i podaży, kto to może wiedzieć. Z pewnością można by na ten temat więcej powiedzieć, ale pakuje się tak po woli na krótki urlop, więc może po urlopie nadarzy się okazja, aby ten temat nieco precyzyjniej przedyskutować …?
Dorota
życzę Ci w takim razie udanego, sympatycznego, przemiłego i szalonego urlopu
Mam nadzieję, że po powrocie podzielisz się wrażeniami z wypoczynkowni
Jacenty szalonego mówisz, taki jest w planach, a co z tego wyjdzie, to się okaże
Dziękuje, pozdrawiam i do przyszłego czytania


Z tego całego misz-maszu religijnego większość wybierze coś dla siebie. Ludzie chyba potrzebują „duchowego wsparcia”. Szkoda, że wszystko to ciągle w powijakach, jak zresztą słusznie zauważyłeś, choć z pewnością nie jeden „uduchowiony” wszcząłby polemikę na temat owego przedszkola…